[Schwiebus.pl - ¦wiebodzin na starych kartach pocztowych, stare pocztówki, widokówki, kartki pocztowe]
Google
szukaj:
Menu g³ówne
strona g³ówna
strona artyku³ów
strona newsów
forum
ksiêga go¶ci
katalog stron
family tree
schwiebus.2002
schwiebus.2004
Ostatnio dodane
Zamkniêty o³tarz
Sukiennik ¶wieb...
Portret miasta ...
Podró¿e Pekaesem ...
Spod przymkniêtych ...
Los Sióstr ze Schwiebus
Tajemnice ...
Boromeuszki cd.
Historia zmian..
Sala Gotycka
Wernhera ¶cie¿kami
Kreatywni inaczej ..
Od legendy do ..
¦wiebodziñska legenda
Inskrypcja z 1735
Jakub Schickfus
Obrazki z przesz³o¶ci
Publikacje..
¦wiebodziñskie lecznictwo
Szpital
Wokó³ Ratusza
Odkrycie krypty
Bibliografia
Plac w przebudowie
Najazd na Ratusz
Dekret mianowania
Nowa twarz rynku
Na bruk nie wjedziesz
Odnówmy kamienice
Konsultacje
Hubertus Gabriel
Robert Balcke
Ruch wokó³ ratusza
Czasowy zarz±d
Przesiedleñcy 1945
Izba pami±tek
Wiekowe znaleziska
Spór wokó³ ratusza
Co dalej ze starówk±?
Granit pod ratuszem
Kronika Schickfusa
Pocz±tki - podsumowanie
Pocz±tki o¶wiaty
Najazd Zb±skiego
Maciej Kolbe
¦wiebodziñska "Solidarno¶æ"
Szcz±tki ¶w. Jerzego
Pieni±dze na ratusz
Pocz±tki o¶wiaty
Granit w ¶ródm..
Sulechów retro
Nowy Rok
¯ycie religijne
Odpolitycznianie ...
Ulice do poprawki
Wie¿a Bismarcka
Ko¶ció³ pw. ¶w. M.A.
Ko¶ció³ pw. N.M.P. K.P.
Zamek ...
Eberhard Hilscher
Baron J.H. v. Knigge
Z ¿ycia mieszczan
¦wiadectwo urodzenia
Sukiennictwo w dziejach
¯ary inwestuj± w starówkê
Strajk w Lubogórze w 1981 r.
Pocz±tki edukacji szkolnej
Pierwsze, szkolne lata
Kresy
Koniec niemieckiego panowania
Dramatyczne wydarzenia
Historyczne pocz±tki
Ratusz siê sypie
Schwiebüssen Schwibus
Dialog a badania arche
Unikalne Cmentarzyska
100 lat temu - 1904 r.
100 lat temu - 1902 r.
Aktualizacje
Ogólniak
Cmentarz miejski
Dekomunizacja ulic
PKP chce likwidowaæ..
Przesiedleñcy 1945
100 lat temu - 1906 r.
Spu¶cizna po Hilscherze
Dworzec z horroru
Piszczyñski Zenon
M. v. Knobelsdorff
Archeologia okolic
J.K. Sobociñski
Katalog C&Co.™
A.D. 2012
zbiór w³asny
katalog ulic
ostatnio dodane

2012-04-15
C&Co.™ 1208
C&Co.™ 1207
C&Co.™ 1206
C&Co.™ 1205
C&Co.™ 1204
C&Co.™ 1203
C&Co.™ 1202
C&Co.™ 1201
2012-04-05
C&Co.™ 1200
C&Co.™ 1199
C&Co.™ 1198
C&Co.™ 1197
C&Co.™ 1196
C&Co.™ 1195
C&Co.™ 1194
C&Co.™ 1193
C&Co.™ 1192
C&Co.™ 1191
C&Co.™ 1190
2012-03-30
C&Co.™ 1189
C&Co.™ 1188
C&Co.™ 1187
C&Co.™ 1186
C&Co.™ 1185
C&Co.™ 1184
C&Co.™ 1183
C&Co.™ 1182
C&Co.™ 1181
C&Co.™ 1180
C&Co.™ 1179
C&Co.™ 1178
C&Co.™ 1177
C&Co.™ 1176
C&Co.™ 1175
C&Co.™ 1174
C&Co.™ 1173
C&Co.™ 1172
C&Co.™ 1171
C&Co.™ 1170
C&Co.™ 1169
C&Co.™ 1168
C&Co.™ 1167
2012-03-22
C&Co.™ 1166
C&Co.™ 1165
C&Co.™ 1164
C&Co.™ 1163
C&Co.™ 1162
C&Co.™ 1161
C&Co.™ 1160
C&Co.™ 1159
C&Co.™ 1158
C&Co.™ 1157
C&Co.™ 1156
C&Co.™ 1155
C&Co.™ 1154
C&Co.™ 1153
C&Co.™ 1152
C&Co.™ 1151
C&Co.™ 1150
2012-03-12
C&Co.™ 1149
C&Co.™ 1148
C&Co.™ 1147
C&Co.™ 1146
C&Co.™ 1145
C&Co.™ 1144
C&Co.™ 1143
C&Co.™ 1142
C&Co.™ 1141
C&Co.™ 1140
C&Co.™ 1139
C&Co.™ 1138
C&Co.™ 1137
C&Co.™ 1136
C&Co.™ 1135
C&Co.™ 1134
C&Co.™ 1133
C&Co.™ 1132
C&Co.™ 1131
C&Co.™ 1130
C&Co.™ 1129
C&Co.™ 1128
C&Co.™ 1127
C&Co.™ 1126
C&Co.™ 1125
2012-03-03
C&Co.™ 1124
C&Co.™ 1123
C&Co.™ 1122
C&Co.™ 1121
C&Co.™ 1120
C&Co.™ 1119
2012-02-27
C&Co.™ 1118
C&Co.™ 1117
C&Co.™ 1116
2012-02-26
C&Co.™ 1115
C&Co.™ 1114
C&Co.™ 1113
C&Co.™ 1112
C&Co.™ 1111
C&Co.™ 1110
2012-02-25
C&Co.™ 1109
C&Co.™ 1108
C&Co.™ 1107
C&Co.™ 1106
C&Co.™ 1105
C&Co.™ 1104
C&Co.™ 1103
C&Co.™ 1102
C&Co.™ 1101
C&Co.™ 1100
2012-02-19
C&Co.™ 1099
C&Co.™ 1098
C&Co.™ 1097
C&Co.™ 1096
C&Co.™ 1095
2012-02-17
C&Co.™ 1094
C&Co.™ 1093
C&Co.™ 1092
C&Co.™ 1091
C&Co.™ 1090
C&Co.™ 1089
C&Co.™ 1088
C&Co.™ 1087
C&Co.™ 1086
C&Co.™ 1085
2012-02-13
C&Co.™ 1084
C&Co.™ 1083
C&Co.™ 1082
2012-02-12
C&Co.™ 1081
C&Co.™ 1080
C&Co.™ 1079
C&Co.™ 1078
C&Co.™ 1077
C&Co.™ 1076
C&Co.™ 1075
C&Co.™ 1074
C&Co.™ 1073
C&Co.™ 1072
2012-02-11
C&Co.™ 1071
C&Co.™ 1070
C&Co.™ 1069
C&Co.™ 1068
C&Co.™ 1067
C&Co.™ 1066
C&Co.™ 1065
C&Co.™ 1064
C&Co.™ 1063
C&Co.™ 1062
C&Co.™ 1061
Katalog C&Co.™
A.D. 2007
2007-03-12
C&Co.™ 1057
C&Co.™ 1056
C&Co.™ 1055
C&Co.™ 1054
C&Co.™ 1053
C&Co.™ 1052
C&Co.™ 1051
2007-03-11
C&Co.™ 1050
C&Co.™ 1049
C&Co.™ 1048
C&Co.™ 1047
C&Co.™ 1046
C&Co.™ 1045
C&Co.™ 1044
C&Co.™ 1043
C&Co.™ 1042
C&Co.™ 1041
C&Co.™ 1040
C&Co.™ 1039
C&Co.™ 1038
C&Co.™ 1037
C&Co.™ 1036
C&Co.™ 1035
C&Co.™ 1034
C&Co.™ 1033
C&Co.™ 1032
C&Co.™ 1031
C&Co.™ 1030
C&Co.™ 1029
C&Co.™ 1028
C&Co.™ 1027
C&Co.™ 1026
C&Co.™ 1025
C&Co.™ 1024
C&Co.™ 1023
C&Co.™ 1022
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1018
2007-03-08
C&Co.™ 1017
C&Co.™ 1016
C&Co.™ 1015
C&Co.™ 1014
C&Co.™ 1013
C&Co.™ 1012
C&Co.™ 1011
C&Co.™ 1010
C&Co.™ 1009
C&Co.™ 1008
C&Co.™ 1007
C&Co.™ 1006
C&Co.™ 1005
C&Co.™ 1004
C&Co.™ 1003
2007-03-06
C&Co.™ 1002
C&Co.™ 1001
C&Co.™ 1000
C&Co.™ 0999
C&Co.™ 0998
C&Co.™ 0997
C&Co.™ 0996
C&Co.™ 0995
C&Co.™ 0994
C&Co.™ 0993
C&Co.™ 0992
C&Co.™ 0991
C&Co.™ 0990
C&Co.™ 0989
C&Co.™ 0988
C&Co.™ 0987
C&Co.™ 0986
C&Co.™ 0985
C&Co.™ 0984
C&Co.™ 0983
C&Co.™ 0982
C&Co.™ 0981
C&Co.™ 0980
C&Co.™ 0979
C&Co.™ 0978
C&Co.™ 0977
C&Co.™ 0976
2007-03-02
C&Co.™ 0975
C&Co.™ 0974
C&Co.™ 0973
C&Co.™ 0972
C&Co.™ 0971
C&Co.™ 0970
C&Co.™ 0969
C&Co.™ 0968
C&Co.™ 0967
C&Co.™ 0966
C&Co.™ 0965
C&Co.™ 0964
C&Co.™ 0963
C&Co.™ 0962
C&Co.™ 0961
C&Co.™ 0960
C&Co.™ 0959
C&Co.™ 0958
C&Co.™ 0957
Inne
forum
kontakt
bannery
download
logowanie
rekomenduj nas
Menu u¿ytkownika
Nie masz jeszcze konta? Moesz sobie zaoy!
subskrypcja
informacje o zmianach na twój mail!
Artykuy > ¦wiebodzin od 1945 roku > Los sióstr z placówki Schwiebus

Relacja s. Petrussy Richter
z lat 1944 – 1946
Los sióstr z placówki Schwiebus
Spisane w pa¼dzierniku 1968 r.

Schwiebus (obecnie ¦wiebodzin), miasteczko po³o¿one przy linii kolejowej Berlin – Posen (obecnie Poznañ), stanowi³ w latach wojennych 1939/45 miejsce dobroczynnej dzia³alno¶ci naszych placówek jak i okropnych wydarzeñ. Wiele dobra czyni³y siostry Boromeuszki.

Szpital ze 130 ³ó¿kami
Dom dziecka ze 100 miejscami
Przedszkole i ¶wietlica z 140 dzieæmi
Dom spokojnej staro¶ci z 12 mieszkañcami
Internat z 12 dziewczêtami
Opieka ambulatoryjna, k±piele medyczne, pos³uga w ko¶ciele, 10-morgowy ogród, stajnie, to stanowi³o miejsce dzia³alno¶ci naszego konwentu. Nowy budynek szpitala ³±czy³ stary budynek z zamkiem, który s³u¿y³ jako mieszkanie sióstr.

Nag³y koniec przynios³y zamieszki tzw. III Rzeszy pod rz±dami Hitlera. Poprzez zarz±dzenie Wehrmachtu dzieci zosta³y przewiezione do Straußbergu, chorzy do Züllichau (obecnie Sulechów), przedszkole zosta³o przeniesione do ulicê Gerberstraße (obecnie ulica Garbarska) a wszystkie pomieszczenia zosta³y przygotowane dla rannych, w których znalaz³o siê oko³o 300 ³ó¿ek (lazaret g³ówny). Poniewa¿ nie wystarczy³o tych miejsc, w 3 pobliskich szko³ach urz±dzono lazarety czê¶ciowe. Oficerowie Wehrmachtu zajêli willê na Schloßstraße (obecnie ulica Zamkowa). Nasze siostry pozosta³y w zamku i przejê³y odpowiedzialno¶æ za opiekê w lazaretach. Mo¿na by³o odt±d umie¶ciæ 1000 osób. Naczelnym lekarzem by³ lekarz wojskowy Oberfeldarzt dr Masso, siostr± prze³o¿on± s. M. Engelharda, naczeln± siostr± ekonomistk± M. Effigenia. Wszystkie siostry zajmuj±ce siê dzieæmi przeszkolono podczas intensywnych kursów jako opiekunki i zatrudniono w domu g³ównym. W lazaretach czê¶ciowych by³ personel ¶wiecki. Szko³ami kierowa³y za¶ s. M. Aphrodisia i s. M. Petrussa. Kapelanem wojskowym by³ ksi±dz Fuhrmann ze Schwiebus.

Nadesz³y ¶wiêta Bo¿ego Narodzenia 1944r. W oddali grzmia³y dzia³a. Przybywaj±cy ranni opowiadali po kryjomu o za³amaniu siê frontu; lekko rannych ¿o³nierzy przewo¿ono do lazaretów domowych. W dzieñ i w nocy alarm powietrzny, zamieszki w¶ród ludno¶ci cywilnej, przera¿aj±ce wie¶ci od rannych, którzy jako kamufla¿ odk³adali sobie pranie a nastêpnie u¿ywali go jako okrycie na ¶niegu. Wszystkich podejrzanych ¿o³nierzy, którzy zbiegli z frontu, rozstrzeliwano z zimn± krwi±. Dowództwo mia³ teraz dr Kondayne.

Nadszed³ dzieñ 22 stycznia. Przygotowano pierwsze transporty w g³±b kraju. Na ¿yczenie lekarza wojskowego m³odsze siostry mia³y towarzyszyæ tym transportom. Jednak...

Czê¶æ ludno¶ci zbieg³a na pieszo przez Lago (najprawdopodobniej chodzi o dzisiejszy £agów - przyp. t³um.). Poci±g z rannymi i uciekinierami zosta³ zbombardowany za miastem Schwiebus (ob. ¦wiebodzin), wszyscy zginêli - w tym kilku oficerów, którzy chcieli zbiec po kryjomu. Lekarze jednak zostali przy rannych, których liczba stale wzrasta³a. 27 stycznia odjecha³ ostatni transport, w którym uciek³a nasza siostra piekarz, która nie mog³a znie¶æ lêków ostatnich dni. Teraz przebywa ona w domu spokojnej staro¶ci w Neisse-Neuland (obecnie Nysa). 28 stycznia opró¿niono wszystkie szko³y a rannych przeniesiono do lazaretu g³ównego. Najciê¿sza praca nocna dla naszych sióstr. Naj¶wiêtszy Sakrament z ko¶cio³a i kaplicy przeniesiono do schronu przeciwlotniczego. Przewielebny ksi±dz proboszcz dr Müller po raz ostatni odprawi³ Mszê ¶w. w schronie i przechowa³ ostatnie konsekrowane hostie w tylnej wnêce schronu przeciwlotniczego. Tylko siostry wiedzia³y o tym. W ko¶ciele i kaplicy zgas³o wieczne ¶wiat³o!

Wielu mieszkañców miasta szuka³o odt±d schronienia w schronie u sióstr. Wspólnie odmawiano tam ró¿aniec, podczas gdy na zewn±trz rozlega³ siê huk armat. Niektóre siostry na zmianê opiekowa³y siê rannymi Niemcami, Belgami, W³ochami, Francuzami i dezerterami. Wszyscy zerwali z mundurów odznaki rang, karabiny wyrzucono na ulicê przed domem g³ównym.

28 stycznia uciekli wszyscy oficerowie, pozosta³ tylko lekarz. Jeszcze raz zasugerowano siostrom, aby na pieszo ucieka³y do Lago. Starsze siostry p³aka³y, poniewa¿ by³o to dla nich niemo¿liwe. Jednomy¶lnie postanowiono, ¿e pozostaæ powinny tak¿e m³odsze siostry, które te¿ tego chcia³y. Z tajnej radiostacji odzywa³ siê g³os ojca Odilo: "Niemcy, wytrzymajcie, Rosjanin przychodzi jako przyjaciel, Stalin obiecuje wam wszelk± ochronê!" Wierzyli¶my w to wtedy. Dzisiaj wiemy, ¿e ten komunikat by³ k³amstwem. Na pro¶bê ludno¶ci cywilnej s. Aphrodisia i s. Petrussa odwa¿y³y siê pój¶æ do dowodz±cego oficera SS, który potajemnie przebywa³ w willi na Schloßstraße (ob. ul. Zamkowa). Ten omawia³ - pochylony nad map± - nowy atak. Przedstawi³y¶my mu z³e po³o¿enie ludno¶ci cywilnej, która nie otrzyma³a wezwania do opuszczenia. Na nasz± wypowied¼ z³o¿on± pod przysiêg± odpowiedzia³ on tylko: "czekaæ"!

Nadesz³a noc i przynios³a nam straszne wie¶ci i pracê. Oficer wraz z ostatnimi oddzia³ami desperacko zaryzykowa³ prze³amanie oblê¿enia. Pod Mühlbock (obecnie O³obok) wpadli oni w blokuj±ce ³añcuchy. Ostatnia walka dostarczy³a nam wielu ciê¿ko rannych. Przyjaciele i wrogowie, umieraj±cy i martwi. Czê¶ciowo zw³oki le¿a³y podwójnie jedne na drugich. Do pobliskiego rowu strzeleckiego mog³y¶my uk³adaæ je tylko potrójnie, warstwa ¶niegu sta³a siê ca³unem. Od rana do wieczora dwóch duchownych bezustannie udziela³o umieraj±cym ¶wiêtego namaszczenia. M³ody, 16-letni ¿o³nierz straszliwie wo³a³ swojej matki. Mog³y¶my tylko zamkn±æ mu martwe oczy.

Teraz we wszystkich oknach pokaza³y¶my bia³e chusty. Oczekiwa³y¶my nieprzyjaciela. Ksi±dz proboszcz udzieli³ nam jeszcze raz komunii ¶wiêtej i absolucji. W mie¶cie na rynku widziano, jak pierwszy Rosjanin pistoletem maszynowym strzela³ w wiê¼bê dachow± gospody "Unter den Lauben", krótko po czym wybuch³ ogieñ. Po¿ary by³y tak¿e wokó³ miasta. 1 lutego do domu wtargnê³a rosyjska horda i za¿±da³a rozmawiaæ z prze³o¿on±. Rosyjski genera³, który dobrze mówi³ po niemiecku, poleci³, aby siostry posz³y do kasyna. Pe³ne trwogi sta³y¶my tam wszystkie. Zapyta³ siê nas, czy by³yby¶my sk³onne opiekowaæ siê rannymi Rosjanami. Obieca³ nam swoj± ochronê w zamian za nasz± zgodê. Ju¿ toczy³y siê czo³gi i ambulanse. Wszystkie pokoje, wszystkie korytarze, wszystkie k±ty zajmowali ciê¿ko ranni. Niektórzy byli okropnie okaleczeni i krzyczeli - brakowa³o lekarstw i materia³ów opatrunkowych. T³umacz poinstruowa³ nas, ¿e wszystko sz³o pozornie dobrze. M³odsze siostry opiekowa³y siê rannymi, przyjació³mi i wrogami, starsze troszczy³y siê o kuchniê i dom. Jeszcze by³y¶my wszystkie siostry razem. Nie by³o tylko s. Hireny, która uciek³a do swoich krewnych w Gräditz (obecnie Grodziszcze). Jednak tam te¿ sz³o jej bardzo ¼le.

Nadszed³ dzieñ 2 lutego - ostatnia Msza ¶w.! W po³udnie przyby³ dziki oddzia³ Rosjan. Wypêdzi³ nas z domu, nie wolno nam by³o wiêcej opiekowaæ siê rannymi, tylko jedna siostra mog³a pe³niæ nocny dy¿ur. S. Petrussa znajdowa³a siê pod opiek± t³umacza. Siostry uciek³y do pobliskich domów i na plebaniê; czê¶æ do pobliskiej willi do dr Wulko, czê¶æ do przedszkola na Gerberstraße (obecnie ulica Garbarska), czê¶æ do budynku gospodarczego. Czo³gi toczy³y siê a nad dachami hucza³y samoloty szturmowe. S³ychaæ by³o krzyki kobiet mêczonych przez Rosjan. Skulone modli³y¶my siê cicho na ró¿añcu i czeka³y¶my na nasz koniec. Przyszed³ wtedy goniec z wiadomo¶ci±: "U dr Wulko le¿y rozstrzelana s. Libia". Rosjanie wdarli siê, chcieli zgwa³ciæ 10-letni± córeczkê, siostra chcia³a j± chroniæ i musia³a przy tym umrzeæ. Rodzina lekarza uciek³a, martwa siostra le¿a³a w pokoju opatrunkowym. Oko³o godz. 16.00 s. Edmara chcia³a zanie¶æ podrêczniki do pobliskiego przedszkola. Oddzia³ Rosjan stan±³ w klatce schodowej, pobieg³ za siostr± a dwóch Rosjan zaci±gnê³o j± na le¿ankê i chcia³o j± zgwa³ciæ. Siostra broni³a siê i krzycza³a: "Nie, nie, lepiej umrzeæ!" S. Priska i s. Barnaba, które by³y w pokoju obok, us³ysza³y to i przysz³y. W ten samej chwili 2 Rosjan rzuci³o siê obok nich do wyj¶cia. S. Petrussa, przeczuwaj±c niebezpieczeñstwo, pospieszy³a szybko z pomoc±, ksi±dz proboszcz Müller za ni±. Dobra siostra Edmara mia³a 2 strza³y w g³owê a ma³y palec u d³oni, któr± odpiera³a Rosjan, by³ od po³owy oderwany. Siostra jeszcze ¿y³a, ale nie mog³a nic powiedzieæ. ¦wiadomo¶æ jeszcze by³a. Podczas udzielania ¶w. namaszczenia próbowa³a uczyniæ znak krzy¿a, po³o¿y³a swoj± rann± g³owê w ramiona s. Petrussy i tak cicho umar³a po 10 minutach. Banda¿ gazowy zakry³ ranê g³owy a du¿y welon z gazy owin±³ piêkne rozpromienione oblicze. Na noszach wyniesiono j± do szopy. W ogrodzie parafialnym przy ¶cianie plebanii wykopano jej grób i pochowano o zmierzchu. Le¿a³a jak oblubienica w habicie na noszach. Ksi±dz proboszcz pob³ogos³awi³ grób i powiedzia³: "Tutaj w tym miejscu nie potrzebujemy modliæ siê za zmar³±, dobra siostra modli sie za nami!" R.I.P. Kilka desek nad siostr±, ziemia i warstwa ¶niegu zas³oni³y grób.

Przed nami by³ jeszcze ciê¿ki wieczór. Dziki, rosyjski oficer wyda³ rozkaz: zanie¶æ na podwórko wszystkich schwytanych, niemieckich rannych, za³adowaæ na samochody ciê¿arowe; ci biedni ¿o³nierze zostali przetransportowani do Imperium Rosyjskiego. Biedni patrzyli na nas b³agalnym wzrokiem, ale my nie mog³y¶my im pomóc, ³yk wody by³ ostatni± pos³ug± mi³o¶ci. Ale mia³o byæ jeszcze gorzej. Szala³a wichura i pada³ ¶nieg. Siedzia³y¶my na sianie na plebani. 2 Rosjan i 1 Ukrainka dziko zapukali do drzwi, za¿±dali od ksiêdza proboszcza Müllera 4 sióstr do opieki na terenie walki. Poniewa¿ ksi±dz proboszcz nie chcia³ spe³niæ tego ¿yczenia, zosta³ straszliwie pobity kolb± karabinu, musia³y¶my siê temu przygl±daæ. S. Petrussa chcia³a sprowadziæ na pomoc komendanta z pobliskiego domu g³ównego, skorzysta³a z drogi przez ma³e okienko w spi¿arni, wspiê³a siê na wysoki mur i posz³a stamt±d do domu g³ównego. Komendant obieca³ pomoc, chcia³ jednak jeszcze co¶ za³atwiæ. Droga powrotna siostry wiod³a znowu przez mur, przez okienko na plebaniê, gdzie by³ straszny krzyk i p³acz. Obaj Rosjanie wyszukali 4 m³ode siostry, które w tê burzliw± noc mia³y jechaæ do opieki. Po 2 godzinach mia³y siê zmieniæ i 4 inne siostry mia³y byæ gotowe. W tym zamieszaniu s. Ernesta i s. Permenia zdo³a³y uciec przez okno do ogrodu. Brakowa³o teraz 2 wybranych sióstr, które musia³y byæ zast±pione przez 2 inne. S. Orlanda, dusza pe³na zado¶æuczynienia, która w dobrych dniach klêcza³a czêsto przy Naj¶wiêtszym Sakramencie, poprosi³a chor± s. Leutbergis, która ukry³a siê na drugim piêtrze, aby ta jednak posz³a razem z ni±. Ze ³zami w oczach po¿egna³y siê z nami. Ksi±dz proboszcz udzieli³ im jeszcze kap³añskiego b³ogos³awieñstwa. W wichurze i zamieci ¶nie¿nej zaterkota³y samochody ciê¿arowe przed drzwiami. To by³y ambitne, gotowe do po¶wiêceñ siostry. Ja mogê tylko powiedzieæ, ¿e s. Speziosa by³a do koñca wierna swojemu postanowieniu z nowicjatu: nigdy nie rozmawiaæ o b³êdach wspó³sióstr. Jej ostatnie s³owa to: "Chcemy z³o¿yæ ofiarê, ale pewnie ju¿ wiêcej nie wrócimy!", ostatnie skiniêcie, rozbrzmia³y rozkazy, samochód ciê¿arowy ruszy³ z miejsca i odjecha³ w ciemn± noc. Te siostry nie wróci³y z powrotem. Noc minê³a na modlitwie i strachu. W dotkliwym zimnie ka¿da z sióstr ukry³a siê gdzie¶ na dworze. Nastêpnego dnia posz³y¶my szukaæ 4 sióstr, nigdzie ani ¶ladu. Komendant w domu g³ównym powiedzia³: "Dlaczego posz³y z nimi, ¼le!" Oko³o po³udnia s. Petrussa znalaz³a na Salkauer Straße (obecnie ulica ¦wierczewskiego) w sklepie papierniczym, w którym pracowa³a ta Ukrainka, ogromn± ka³u¿ê krwi i czê¶æ du¿ego ró¿añca nale¿±cego do s. Speziosy. Tak¿e czê¶æ fartucha siostry. Du¿e zamieszanie, ksi±¿ki, czasopisma, karty. Ka¿de poszukiwania by³y bardzo niebezpieczne, nie wolno by³o popadaæ niepotrzebnie w niebezpieczeñstwo. Jeden Rosjanin stan±³ w drzwiach i nie mo¿na ju¿ by³o zobaczyæ tylnego pokoju, wiêc odesz³am szybko. Ca³e dalsze szukanie i pytanie by³o daremne. Po tygodniach us³ysza³y¶my od kobiet oddzia³u porz±dkowego, ¿e znalaz³y co¶ strasznego: na Salkauer Straße (obecnie ulica ¦wierczewskiego) w 2 domach po 2 siostry, strasznie okaleczone, odzie¿ rozerwana i pe³no krwi, one musia³y zagrzebaæ zw³oki w rowie strzeleckim. To by³y dobre siostry, które odda³y swoje ¿ycie za innych. S. Libia jeszcze niepochowana le¿a³a w domu dra Wulko. To by³o niebezpieczne, ale tak musia³o byæ. Zaopatrzona w czekan i ³opatê s. Petrussa wykopa³a w zmro¿onej ziemi pod³u¿n± dziurê, z pomoc± Rosjanina zaci±gnê³a martw± siostrê z pokoju opatrunkowego do drzewa owocowego w ogrodzie doktora. 6 Rosjan pomog³o i siostra zosta³a zagrzebana w tej dziurze ¶nie¿nej. Krzy¿yk z ga³êzi jab³onki wskazywa³ miejsce, gdzie le¿a³a. W miêdzyczasie po kilku dniach nadesz³a wiadomo¶æ, ¿e tak¿e s. Philomena podczas opieki nad chorymi na tyfus zarazi³a siê chorob± i szybko zmar³a. Nie by³o lekarstw, wody, ¶wiat³a. W ci±gu pary dni zmar³o 7 sióstr. Ofiara czysto¶ci i ofiara mi³o¶ci s³u¿±cej. Wywieziono ksiêdza proboszcza Müllera i ksiêdza Fuhrmanna. Od tej chwili by³y¶my bez ksiêdza i bez lekarza. Droga cierpienia bieg³a dalej. W ci±gu dnia i szczególnie nocami Rosjanie nie dawali nam spokoju. W przenikliwym zimnie b³±ka³y¶my siê czêsto po kryjówkach ogrodu parafialnego. Ma³o ¿ywno¶ci, woda ze ¶niegu i ziemniaki by³y jedynym po¿ywieniem. 4 siostry wozem i naszym jedynym koniem, który pochodzi³ jeszcze z gospodarki uciek³y do Bomst (obecnie Babimost). Pó¼niej dowiedzia³y¶my siê, ¿e Rosjanie zabrali im konia. Dalej musia³y i¶æ na pieszo. S. Aphrodisia uciek³a do Rinnersdorf (obecnie Rusinów) i opiekowa³a siê tam chorymi kobietami. Gosposia na plebanii i jej ojciec pope³nili samobójstwo. Pochowa³y¶my ich w ogrodzie szkolnym. W podwórzu le¿a³y porozrywane paramenty i sprzêty ko¶cielne. Rosyjskie kobiety biega³y w kapach. Polacy przybywali do miasta jako zwyciêscy i pl±drowali, woko³o pali³y siê wioski. W tym zamieszaniu rozbrzmia³a komenda "Wszyscy ludzie ze Schwiebus, ale szybko, szybko, maj± byæ o 2.00 w szkole!" Wziê³y¶my siê w gar¶æ, zorganizowa³y¶my produkty spo¿ywcze i ma³e wózki i uda³y¶my siê przez spalone wioski do Keltschen (obecnie Kie³cze). Po drodze Polacy odebrali nam wszystko i wyszydzili nas. Starsze siostry nie mog³y ju¿ wiêcej i¶æ w ¶nie¿ycy, coraz bardziej pozostawa³y w tyle a do Keltschen ostatecznie dosz³o tylko 14 sióstr. Niektórzy pracownicy byli jeszcze u nas. Wszystkich innych straci³y¶my, ale gdzie? Znalaz³y¶my ich tak po 4 tygodniach. W Schmarsen (obecnie Smardzewo), w Jeser (obecnie Jeziory), w Züllichau (obecnie Sulechów). Pierwszych 4 zbiegów przyby³o do Bomst (obecnie Babimost). Od tej pory rozpoczê³a siê walka z g³odem i z czerwonk±, polowanie z Rosjanami i z Polakami. Miejsce walki oddzia³ów znajdowa³o siê pomiêdzy Berlinem a Frankfurtem nad Odr±. Byli¶my odciêci od ¶wiata zewnêtrznego. Znowu zorganizowa³y¶my sobie produkty ¿ywno¶ciowe i odzie¿ i opiekowa³y¶my siê chorymi zbiegami. 2 siostry, które potrafi³y doiæ, po kryjomu przynosi³y nam w du¿ym koszu na ziemniaki podstêpnie zdobyte mleko, na spodzie garnek wype³niony mlekiem, na nim koc z drewnem. Po kryjomu ¶ledzono ka¿d± kurê, która gdaka³a. W koñcu Rosjanie dali nam miêso z konia jako podziêkowanie za opiekê. Kilka razy odwa¿y³y¶my siê do Züllichau (ob. Sulechów), gdzie siê ukrywa³ niemiecki ksi±dz, który udzieli³ nam komunii ¶w. Przebrane za pracownice na polu, z czekanem i ³opat± na ramieniu, odwiedzi³y¶my ju¿ raz siostry w innych wioskach. Polska ludno¶æ sta³a siê przyja¼niejsza. Rosjanie mieli byæ w Berlinie, tak s³ysza³y¶my. Nastêpne oddzia³y rabowa³y jednak i pl±drowa³y, ile dusza zapragnie. Niemieccy, starsi, pozbawieni ojczyzny mê¿czy¼ni musieli wykonywaæ najciê¿sze prace na roli. Wielu z nich nie sprosta³o wymaganiom i le¿a³o martwych na skraju drogi. By³y przy nich równie¿ dzieci w wieku od 12 do 14 lat. Rosjanie traktowali kobiety jako zdobycz. My siostry zosta³y¶my wyznaczone do pracy w oborze, niektóre musia³y przynosiæ zmar³ych z lasu i pola. Na taczkach wozi³y¶my ich na cmentarz i chowa³y¶my ich w d³ugim grobie zbiorowym. O zmierzchu odmawia³y¶my modlitwê za tych wielu bezimiennych zmar³ych. Grób pozostawa³ otwarty na nastêpny dzieñ.

Nie mia³y¶my wiêcej habitów. Z wymierzonym pistoletem zmuszono nas do zdjêcia ich jako "mundurów hitlerowskich". W opuszczonych domach znalaz³y¶my ukryte ubranie, które odt±d u¿ywa³y¶my. Worek s³u¿y³ jako fartuch. Jako jedyne po¿ywienie przez 3 tygodnie: pierwsze ¶niadanie: ziemniaki gotowane w mundurkach, obiad: ziemniaki gotowane w mundurkach, kolacja: ziemniaki gotowane w mundurkach, nic wiêcej. Pó¼niej; rano, w po³udnie i wieczorami pêczak, woda ze stawu w wiosce, bez ¶wiat³a, bez wody, tylko od godz. 4.00 z rana praca w oborze, na polu i grzebanie zmar³ych. Spa³y¶my na sianie w stodole, ale tam te¿ nie by³y¶my bezpieczne. Dwa razy sta³y¶my osiem sióstr i ludzie cywilni pod murem, by³y¶my podejrzane jako "siostry hitlerowskie" i mia³y¶my byæ rozstrzelane. W koñcu skoñczy³o siê na kilku uderzeniach kolb±, potrzebowano nas jako si³ê robocz±. Jak przyby³o kilka rodzin polskich, nasza sytuacja siê polepszy³a. Dosta³y¶my teraz trochê chleba, m±ki i mleka. Podczas przechadzki do s±siedniej wioski dowiedzia³y¶my siê, ¿e droga do Schwiebus (ob. ¦wiebodzin) jest wolna. Od tej chwili zaczê³a siê powrotna wêdrówka. Na rozkaz rosyjskiego lekarza 2 siostry musia³y zostaæ. Dobrowolnie zg³osi³y siê s. Parmenia i s. Petrussa. Z chusteczek wyczarowa³y¶my sobie czepek, umie¶ci³y¶my na nim czerwony krzy¿ a opaska na ramieniu zapewnia³a nam ochronê rosyjskiego lekarza, który w nagrodê za nasz± opiekê chcia³ nas pó¼niej zabraæ do Rosji. Dosta³y¶my ma³y pokój i dobre wy¿ywienie. Mog³y¶my uczyniæ du¿o dobrego dla niemieckiej i polskiej ludno¶ci. Komendant wystawi³ rosyjskie i polskie listy ochronne, dziêki którym mog³y¶my przej¶æ przez zamkniête ulice a po drodze stale towarzyszyli nam uzbrojeni Polacy. Podstêpnie uda³o nam siê du¿e dzie³o. Posz³y¶my do rosyjskiego komendanta i poprosi³y¶my o za¶wiadczenie dla doktora o ochronnie i zezwoleniu na przej¶cie do naszych chorych. Poda³y¶my nazwisko: dr Müller, Schwiebus. To by³ jednak ksi±dz z Schwiebus (ob. ¦wiebodzin), doktor teologii, proboszcz Ottfried Müller. Podstêp uda³ siê, dosta³y¶my nawet furmankê i milicjê do ochrony. Dr Müller je¼dzi³ odt±d wraz z nami i wojskow± ochron± do chorych w 4 wioskach. 2 siostry je¼dzi³y wraz z nim. Jedna przygotowywa³a wszystko do Mszy ¶w., spowiedzi i przyjmowania komunii ¶w. Druga siostra sprowadza³a wszystkich zbiegów i chorych. Przy³±cza³y siê dyskretne, uczciwe polskie rodziny. Podczas, gdy jedna siostra opatrywa³a i opiekowa³a siê chorymi, w tylnym pokoju doktor spe³nia³ swój kap³añski urz±d: s³ucha³ spowiedzi, udziela³ chrztu polskim dzieciom, b³ogos³awi³ zwi±zki ma³¿eñskie i udziela³ komunii ¶w. W ten sposób po d³ugim czasie mog³y¶my po¶redniczyæ w dawaniu setkom biednych otuchy sakramentami. Z powodu braku czasu udzielana by³a absolucja generalna. Przed drzwiami czuwa³a milicja, której skraca³y¶my czas za pomoc± kieliszka wódki. Przez tylne drzwi i stodo³ê przychodzili wszyscy zbiegowie oraz Polacy i pe³ni rado¶ci, p³acz±c i znowu pokrzepieni wracali do swojej nêdzy. Pó¼niej byli¶my ju¿ bardziej ¶miali, kiedy dostali¶my do ochrony wierz±cych Polaków. 14 dni trwa³y te wizyty, które przypomina³y czas katakumb. Drogi sta³y siê teraz trochê bezpieczniejsze a my odwa¿yli¶my siê do Züllichau (ob. Sulechów) i Schwiebus (ob. ¦wiebodzin). W Schwiebus zosta³a odprawiona Msza ¶w. za zamkniêtymi drzwiami ko¶cielnymi. W Züllichau w szafce nocnej ksiêdza przechowywany by³ Naj¶wiêtszy Sakrament, o czym wiedzia³y tylko niektóre siostry. Ksiê¿a z Liebenau (obecnie Lubrza), Rentschen (obecnie Radoszyn), Rinnersdorf (obecnie Rusinów) i Leimnitz (obecnie Gliñsk) zostali zabici lub rozstrzelani przez Rosjan. Inni ksiê¿a z powiatu zostali wywiezieni.

8 maja nast±pi³o zawieszenie broni. Rosjanie i Polacy obejmowali siê na otwartej ulicy. My Niemcy mogli¶my bez zagro¿enia udaæ siê do wszystkich miejscowo¶ci. Ko¶cio³y zosta³y ponownie otwarte, o ile jeszcze by³y zachowane. Polacy przywie¼li swoich duchownych. Siostry w Schwiebus (ob. ¦wiebodzin) usuwa³y ¶mieci z zamku. Tak¿e szpital móg³ byæ znowu do pewnego stopnia zamieszkany. Siostry gotowa³y dla polskich chorych i ¿ywi³y nas. Niektóre siostry, w¶ród nich siostra prze³o¿ona Engelharda, zosta³y w wioskach poza miastem i opiekowa³y siê Polakami chorymi na tyfus. Zdawa³o siê, ¿e znowu zago¶ci³ spokój, odetchnê³y¶my z ulg±. Ale 10 czerwca 1945r. nadszed³ rozkaz: "Wszyscy Niemcy za 2 dni za Odrê!" Pakowano siê po¶piesznie. Zorganizowa³y¶my wózki i posz³y¶my na plac zbiórki. Du¿e zamieszanie. Ludzie spakowali wiele niepotrzebnych rzeczy, których nie mogli nie¶æ, teraz wszystko le¿a³o na poboczu drogi. Wyruszy³y¶my wraz z kilkoma naszymi pracownikami i reszt± naszego konwentu - razem 26 osoby. Jako prowiant dla tak wielu osób tylko 3 funty chleba i woreczek m±ki. Polacy zabrali nam klucz od spi¿arni. Mieli¶my 3 wózki. W jednym z nich na garnku kuchennym siedzia³a w kucki ciê¿ko chora s. Helene; jeden wózek z naczyniami do gotowania i drewnem i jeden dla naszych nêdznych ubrañ. D³uga, d³uga kolumna porusza³a siê przez lasy i pola w kierunku Frankfurtu nad Odr±. Polacy z osadzonym bagnetem jako ochrona. Nocowali¶my w domach podziurawionych pociskami. Jako po¿ywienie przynosili¶my z pól ziemniaki a z lasu grzyby. Kolumna stawa³a siê coraz mniejsza. Na skraju drogi siedzieli wyczerpani, starzy ludzie i dzieci - umierali, zostawali na miejscu. Niektórzy zostawali w ostrzelanych miejscowo¶ciach. Tak¿e 3 z naszych sióstr pozosta³y. S. Tertiana w Chociebu¿u, s. Juventia w Besko a s. Eusebia we Frankfurcie nad Odr±. S. Helene bardzo cierpia³a na wózku drewnianym, poniewa¿ dyszel siê po³ama³ i mog³y¶my teraz ju¿ tylko pchaæ. Gdzie tylko mog³y¶my, ¿ebra³y¶my o chleb. Zjad³y¶my ostatni kawa³ek. 3 tygodnie potrzebowali¶my do Frankfurtu nad Odr±. Wreszcie byli¶my na miejscu. Polacy poszli z powrotem, a my przez most miejski. Tam na plebanii dosta³y¶my w ma³ej miseczce po 1 talerzu ciep³ej zupy i trochê chleba. Zosta³y¶my przez 2 dni i musia³y¶my dalej, w kierunku Wittichenau.

Nasza s. Hirena z lito¶ci do pewnej matki zaopiekowa³a siê 5 dzieci. Matka umar³a na skraju drogi na tyfus. W ten sposób siostra nagle przysz³a z 4 dzieæmi i 1 niemowlêciem. Nikt jej ich nie odebra³. Biedna siostra radzi³a sobie jako tako i z humorem, ona potrafi³a doiæ a bezpañskie krowy i kozy biega³y dooko³a. Kiedy¶ us³ysza³a, ¿e ojciec dzieci dosta³ siê do niewoli w Berlinie. Chcia³a tam pojechaæ. W m³odych latach zawsze mia³a marzenie, ¿eby tylko raz pojechaæ do stolicy Rzeszy. A teraz tam pojecha³a: Na g³owie szeroki kapelusz s³omiany, obdarty fartuch, boso w pantoflach filcowych, chwiej±cy siê wózek dzieciêcy z niemowlêciem w ¶rodku, po bokach 4 dzieci w wieku szkolnym z g³odnymi ¿o³±dkami. Wbrew przewidywaniom znalaz³ siê ojciec, który serdecznie poprosi³ siostrê, aby ta zatrzyma³a dzieci. Dobry ksi±dz jednak zatroszczy³ siê o ojca i o dzieci a ojciec Rondholz, który zosta³ zawiadomiony, wystara³ siê dla siostry o miejsce w szpitalu ¶w. Jadwigi. Dobra siostra by³a u kresu swoich si³. Po drodze s. Priska, s. Barnaba, s. Gilberta, s. Lea i s. Helene zosta³y umieszczone na ciê¿arówce i dowiezione do Berlina i Poczdamu do Sióstr Boromeuszek z Trewiru. S. Hirena trafi³a pó¼niej ze szpitala ¶w. Jadwigi do Stralsundu do naszych sióstr. O swoim uroczystym przybyciu do stolicy Rzeszy ¿artowa³a pó¼niej na ³o¿u ¶mierci.

Pieszy oddzia³ poszed³ przez Chociebu¿ do Wittichenau. Kiedy s. prze³o¿ona Oswalda zobaczy³a, jak idzie karawana: welony z chusteczek, kolorowe ubrania, podarte buty, niektórzy na boso, g³odni i spragnieni, rozp³aka³a siê bardzo i da³a nam: strój zakonny, buty, prowiant i w koñcu wodê do mycia. By³y¶my znowu w naszym zgromadzeniu a uporz±dkowane ¿ycie mog³o siê rozpocz±æ. W miêdzyczasie przyby³y czcigodne prze³o¿one a dzisiaj mo¿emy powiedzieæ: "Wiele cierpienia przysz³o na nas, ale tak¿e i wiele ³aski, a tym, którzy kochaj± Boga, wszystkie te rzeczy przynosz± dobro!”


Czytaj wiêcej:
¦wiebodziñska legenda
Od legendy do faktów
Boromeuszki cd...
Odkrywane tajemnice
Los Sióstr cd...
inne:
Zabytkowy k³opot


komentarz[0] |

© 2001-2012 by Robert Ziach C&Co. A.G.™ ® 2012 by Schwiebus.pl
Wszelkie prawa zastrzeone.

0.026 | powered by jPORTAL 2