[Radio Zachód - usłyszysz nas zawsze na 103 i 106 FM]
Google
szukaj:
Menu główne
strona główna
strona artykułów
strona newsów
forum
księga gości
katalog stron
family tree
schwiebus.2002
schwiebus.2004
Ostatnio dodane
Zamknięty ołtarz
Sukiennik świeb...
Portret miasta ...
Podróże Pekaesem ...
Spod przymkniętych ...
Los Sióstr ze Schwiebus
Tajemnice ...
Boromeuszki cd.
Historia zmian..
Sala Gotycka
Wernhera ścieżkami
Kreatywni inaczej ..
Od legendy do ..
Świebodzińska legenda
Inskrypcja z 1735
Jakub Schickfus
Obrazki z przeszłości
Publikacje..
Świebodzińskie lecznictwo
Szpital
Wokół Ratusza
Odkrycie krypty
Bibliografia
Plac w przebudowie
Najazd na Ratusz
Dekret mianowania
Nowa twarz rynku
Na bruk nie wjedziesz
Odnówmy kamienice
Konsultacje
Hubertus Gabriel
Robert Balcke
Ruch wokół ratusza
Czasowy zarząd
Przesiedleńcy 1945
Izba pamiątek
Wiekowe znaleziska
Spór wokół ratusza
Co dalej ze starówką?
Granit pod ratuszem
Kronika Schickfusa
Początki - podsumowanie
Początki oświaty
Najazd Zbąskiego
Maciej Kolbe
Świebodzińska "Solidarność"
Szczątki św. Jerzego
Pieniądze na ratusz
Początki oświaty
Granit w śródm..
Sulechów retro
Nowy Rok
Życie religijne
Odpolitycznianie ...
Ulice do poprawki
Wieża Bismarcka
Kościół pw. św. M.A.
Kościół pw. N.M.P. K.P.
Zamek ...
Eberhard Hilscher
Baron J.H. v. Knigge
Z życia mieszczan
Świadectwo urodzenia
Sukiennictwo w dziejach
Żary inwestują w starówkę
Strajk w Lubogórze w 1981 r.
Początki edukacji szkolnej
Pierwsze, szkolne lata
Kresy
Koniec niemieckiego panowania
Dramatyczne wydarzenia
Historyczne początki
Ratusz się sypie
Schwiebüssen Schwibus
Dialog a badania arche
Unikalne Cmentarzyska
100 lat temu - 1904 r.
100 lat temu - 1902 r.
Aktualizacje
Ogólniak
Cmentarz miejski
Dekomunizacja ulic
PKP chce likwidować..
Przesiedleńcy 1945
100 lat temu - 1906 r.
Spuścizna po Hilscherze
Dworzec z horroru
Piszczyński Zenon
M. v. Knobelsdorff
Archeologia okolic
J.K. Sobociński
Katalog C&Co.™
A.D. 2012
zbiór własny
katalog ulic
ostatnio dodane

2012-04-15
C&Co.™ 1208
C&Co.™ 1207
C&Co.™ 1206
C&Co.™ 1205
C&Co.™ 1204
C&Co.™ 1203
C&Co.™ 1202
C&Co.™ 1201
2012-04-05
C&Co.™ 1200
C&Co.™ 1199
C&Co.™ 1198
C&Co.™ 1197
C&Co.™ 1196
C&Co.™ 1195
C&Co.™ 1194
C&Co.™ 1193
C&Co.™ 1192
C&Co.™ 1191
C&Co.™ 1190
2012-03-30
C&Co.™ 1189
C&Co.™ 1188
C&Co.™ 1187
C&Co.™ 1186
C&Co.™ 1185
C&Co.™ 1184
C&Co.™ 1183
C&Co.™ 1182
C&Co.™ 1181
C&Co.™ 1180
C&Co.™ 1179
C&Co.™ 1178
C&Co.™ 1177
C&Co.™ 1176
C&Co.™ 1175
C&Co.™ 1174
C&Co.™ 1173
C&Co.™ 1172
C&Co.™ 1171
C&Co.™ 1170
C&Co.™ 1169
C&Co.™ 1168
C&Co.™ 1167
2012-03-22
C&Co.™ 1166
C&Co.™ 1165
C&Co.™ 1164
C&Co.™ 1163
C&Co.™ 1162
C&Co.™ 1161
C&Co.™ 1160
C&Co.™ 1159
C&Co.™ 1158
C&Co.™ 1157
C&Co.™ 1156
C&Co.™ 1155
C&Co.™ 1154
C&Co.™ 1153
C&Co.™ 1152
C&Co.™ 1151
C&Co.™ 1150
2012-03-12
C&Co.™ 1149
C&Co.™ 1148
C&Co.™ 1147
C&Co.™ 1146
C&Co.™ 1145
C&Co.™ 1144
C&Co.™ 1143
C&Co.™ 1142
C&Co.™ 1141
C&Co.™ 1140
C&Co.™ 1139
C&Co.™ 1138
C&Co.™ 1137
C&Co.™ 1136
C&Co.™ 1135
C&Co.™ 1134
C&Co.™ 1133
C&Co.™ 1132
C&Co.™ 1131
C&Co.™ 1130
C&Co.™ 1129
C&Co.™ 1128
C&Co.™ 1127
C&Co.™ 1126
C&Co.™ 1125
2012-03-03
C&Co.™ 1124
C&Co.™ 1123
C&Co.™ 1122
C&Co.™ 1121
C&Co.™ 1120
C&Co.™ 1119
2012-02-27
C&Co.™ 1118
C&Co.™ 1117
C&Co.™ 1116
2012-02-26
C&Co.™ 1115
C&Co.™ 1114
C&Co.™ 1113
C&Co.™ 1112
C&Co.™ 1111
C&Co.™ 1110
2012-02-25
C&Co.™ 1109
C&Co.™ 1108
C&Co.™ 1107
C&Co.™ 1106
C&Co.™ 1105
C&Co.™ 1104
C&Co.™ 1103
C&Co.™ 1102
C&Co.™ 1101
C&Co.™ 1100
2012-02-19
C&Co.™ 1099
C&Co.™ 1098
C&Co.™ 1097
C&Co.™ 1096
C&Co.™ 1095
2012-02-17
C&Co.™ 1094
C&Co.™ 1093
C&Co.™ 1092
C&Co.™ 1091
C&Co.™ 1090
C&Co.™ 1089
C&Co.™ 1088
C&Co.™ 1087
C&Co.™ 1086
C&Co.™ 1085
2012-02-13
C&Co.™ 1084
C&Co.™ 1083
C&Co.™ 1082
2012-02-12
C&Co.™ 1081
C&Co.™ 1080
C&Co.™ 1079
C&Co.™ 1078
C&Co.™ 1077
C&Co.™ 1076
C&Co.™ 1075
C&Co.™ 1074
C&Co.™ 1073
C&Co.™ 1072
2012-02-11
C&Co.™ 1071
C&Co.™ 1070
C&Co.™ 1069
C&Co.™ 1068
C&Co.™ 1067
C&Co.™ 1066
C&Co.™ 1065
C&Co.™ 1064
C&Co.™ 1063
C&Co.™ 1062
C&Co.™ 1061
Katalog C&Co.™
A.D. 2007
2007-03-12
C&Co.™ 1057
C&Co.™ 1056
C&Co.™ 1055
C&Co.™ 1054
C&Co.™ 1053
C&Co.™ 1052
C&Co.™ 1051
2007-03-11
C&Co.™ 1050
C&Co.™ 1049
C&Co.™ 1048
C&Co.™ 1047
C&Co.™ 1046
C&Co.™ 1045
C&Co.™ 1044
C&Co.™ 1043
C&Co.™ 1042
C&Co.™ 1041
C&Co.™ 1040
C&Co.™ 1039
C&Co.™ 1038
C&Co.™ 1037
C&Co.™ 1036
C&Co.™ 1035
C&Co.™ 1034
C&Co.™ 1033
C&Co.™ 1032
C&Co.™ 1031
C&Co.™ 1030
C&Co.™ 1029
C&Co.™ 1028
C&Co.™ 1027
C&Co.™ 1026
C&Co.™ 1025
C&Co.™ 1024
C&Co.™ 1023
C&Co.™ 1022
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1021
C&Co.™ 1020
C&Co.™ 1019
C&Co.™ 1018
2007-03-08
C&Co.™ 1017
C&Co.™ 1016
C&Co.™ 1015
C&Co.™ 1014
C&Co.™ 1013
C&Co.™ 1012
C&Co.™ 1011
C&Co.™ 1010
C&Co.™ 1009
C&Co.™ 1008
C&Co.™ 1007
C&Co.™ 1006
C&Co.™ 1005
C&Co.™ 1004
C&Co.™ 1003
2007-03-06
C&Co.™ 1002
C&Co.™ 1001
C&Co.™ 1000
C&Co.™ 0999
C&Co.™ 0998
C&Co.™ 0997
C&Co.™ 0996
C&Co.™ 0995
C&Co.™ 0994
C&Co.™ 0993
C&Co.™ 0992
C&Co.™ 0991
C&Co.™ 0990
C&Co.™ 0989
C&Co.™ 0988
C&Co.™ 0987
C&Co.™ 0986
C&Co.™ 0985
C&Co.™ 0984
C&Co.™ 0983
C&Co.™ 0982
C&Co.™ 0981
C&Co.™ 0980
C&Co.™ 0979
C&Co.™ 0978
C&Co.™ 0977
C&Co.™ 0976
2007-03-02
C&Co.™ 0975
C&Co.™ 0974
C&Co.™ 0973
C&Co.™ 0972
C&Co.™ 0971
C&Co.™ 0970
C&Co.™ 0969
C&Co.™ 0968
C&Co.™ 0967
C&Co.™ 0966
C&Co.™ 0965
C&Co.™ 0964
C&Co.™ 0963
C&Co.™ 0962
C&Co.™ 0961
C&Co.™ 0960
C&Co.™ 0959
C&Co.™ 0958
C&Co.™ 0957
Inne
forum
kontakt
bannery
download
logowanie
rekomenduj nas
Menu użytkownika
Nie masz jeszcze konta? Możesz sobie założyć!
Statystyki
userów na stronie: 0
gości na stronie: 2

subskrypcja
informacje o zmianach na twój mail!
Artykuły > Świebodzin od 1945 roku > Koniec niemieckiego panowania


Koniec niemieckiego panowania

Świebodzińska Gazeta Powiatowa
Wydania nr 07(127),08(128),09(129) 2002

Sytuacja frontu wschodniego, w styczniu 1945 roku, była dla dowództwa wojsk niemieckich wysoce niekorzystna. Przyjęta przez nie w lecie 1944 r. koncepcja obrony przewidywała rozbudowę, na zachód od Wisły, kilku zorganizowanych linii umocnień. Jednak błyskawiczna realizacja założeń operacji wiślańsko-odrzańskiej przez Armię Czerwoną spowodowała, że w okresie od 12 do 25 stycznia przełamała ona większość z nich. Największy sukces operacyjno-taktyczny zanotowały armie l Frontu Białoruskiego marszałka G. Żukowa, które 26 stycznia rozpoczęły przełamywanie ostatniej zorganizowanej linii oporu. Jej zdobycie umożliwiało wyjście na dalekie przedpole Berlina. Był nią Międzyrzecki Rejon Umocniony (MRU) nazywany w propagandzie niemieckiej "Ostwall", a przez sztab Armii Czerwonej - Czworobokiem Odrzańskim.

Radzieckie sukcesy zmusiły niemiecki sztab do skupienia maksymalnych sił na wschodnim teatrze wojny kosztem innych frontów. W tym celu 26 stycznia na Pomorzu utworzono Grupę Armii „Wisła" dowodzoną przez Reichsführera SS H. Himmlera. Miała ona zamknąć lukę między Grupą Armii "A" i "Środek", które 25 stycznia przemianowano odpowiednio na "Środek" i "Północ" oraz jak najdłużej opóźniać marsz l FB na kierunku Poznań - Frankfurt. Zadania te zamierzano wykonać w oparciu o systemy umocnień Wału Pomorskiego i MRU. Do realizacji tego planu potrzebny był czas, bowiem marszałek Żuków narzucał wysokie tempo działań na wymienionym kierunku.

Umocnienia MRU należały pod względem wymogów technicznych i ówczesnej sztuki fortyfikacji do najnowocześniejszych w Europie. Jednak ich wartość bojowa w 1945 r. była raczej niewielka. Budowa MRU nie była dokończona, wiele obiektów po kilkuletniej przerwie rozbudowywano, wiele też budowano od podstaw. Umocnienia nie posiadały w pełni planowanego uzbrojenia i zaopatrzenia. Ponadto brakowało odpowiedniej liczby wyszkolonych jednostek fortecznych.

MRU składał się z trzech pasów obrony: przesłaniającego, głównego i tyłowego. Ponadto do walki przystosowano każdą miejscowość w jego obrębie. Te z nich. które stanowiły węzły komunikacyjne a były pozbawione naturalnych warunków obronnych zamieniono w samodzielne punkty oporu dowodzone przez komendanta wojennego. Posiadały one niewielki garnizon oraz pewną ilość umocnień, co umożliwiało walkę w ramach frontu. Dodatkowo bezpośrednie przedpole linii głównej przygotowano do zatopienia przez spiętrzenie wody w jeziorach i rzekach leżących w pasie Skwierzyna - Czerwieńsk. Na tym przedpolu usytuowany był Świebodzin zamieniony w samodzielny punkt oporu.

Dowództwo wojsk niemieckich liczyło się z faktem ustąpienia z obszarów na wschód i zachód od Odry. Przewidywano, że linie umocnień spowolnią impet Armii Czerwonej, tak aby bez pośpiechu można było ewakuować urzędy, fabryki, wartościowe jednostki wojskowe oraz ludność cywilną z zagrożonych rejonów. Środkowa i północna część Ziemi Lubuskiej nie była przewidziana w planach ewakuacyjnych. Sądzono, że umocnienia Wału Pomorskiego i MRU zatrzymają Armię Czerwona i pozwolą na przygotowanie kontrnatarcia. Szczególnie aktywna w tych sądach była propaganda niemiecka. Umocnienia te były przewidziane do obsadzenia w przeważającej części przez wycofujące się oddziały frontowe mające prowadzić długotrwałą obronę, choć sztabowcy niemieccy zdawali sobie sprawę z faktu, że nie przeszkolono ich w walce opartej na fortyfikacjach stałych. Jednak wydarzenia na froncie zmuszały do energiczniejszych działań.

Dowódca III Marchijskiego Okręgu Obronnego, generał Kortzfleisch, ogłosił 20 stycznia alarm dla wszystkich jednostek rezerwowych okręgu. Utworzono z nich dwie zapasowe dywizje: 433 pod dowództwem generała dywizji Vollratha Lübbe powstałą z jednostek garnizonowych Okręgu frankfurckiego, z wyłączeniem Cottbus i Guben oraz 463 dowodzoną przez generała dywizji Habenichta złożoną z oddziałów zapasowych Okręgu poczdamskiego. Te formacje były stosunkowo liczne. Każda z nich posiadała trzy pułki grenadierów, składające się z dwóch, a przeważnie trzech batalionów. Lecz ich przygotowanie do walki pozostawiało wiele do życzenia. Występowały poważne braki w środki wsparcia oraz w zaopatrzeniu i łączności. Nie można też zapomnieć, że wyszkolenie i morale tych przypadkowo złączonych oddziałów było mizerne.

Sztab III Okręgu Obronnego zrezygnował z angażowania tych sił na terenie Wielkopolski. Obsadzono nimi pozycję przesłaniania MRU. Dywizja 433 otrzymała północny odcinek od Międzychodu do Trzciela, a 463 południowy od styku z poprzednią dywizja do Babimostu.

W tym czasie radzieckie jednostki rozbiły oddziały XXI Okręgu Obronnego w Wielkopolsce, którym dowodził generał Petzel. Jego sztab wyruszył z Poznania przed 25 stycznia zanim miasto okrążono. Posuwając się na zachód dotarł do zespołu koszarowego nieopodal Międzyrzecza, skąd zamierzał kierować obroną pozycji przesłaniania MRU. W tym celu rozpoczęto zbieranie rozbitych i wycofujących się jednostek, które wraz z przydzielonymi oddziałami Volkssturmu utworzyły XXI zastępczy korpus armijny. Generał Petzel miał też do dyspozycji 433 i 463 Dywizję.

Jednak sztab Grupy Armii „Wisła” zadecydował inaczej. W tej krytycznej sytuacji do kierowania niemieckimi siłami odkomenderowano, mającą zaufanie Himmlera. doborową jednostkę V Korpusu Górskiego SS dowodzoną przez generała policji Krügera. Jego sztab wraz z częścią sił przerzucono z Jugosławii do zespołu koszarowego niedaleko Międzyrzecza 25 stycznia. Pozostałe oddziały przetransportowano w ciągu następnych dni. Dowództwo XXI Korpusu podporządkowało się jego rozkazom i utworzyło niższy szczebel dowodzenia. Pieczę nad nim objął generał Petzel, którego 29 stycznia zastąpił generał SS Heilmann. Jednak faktycznym dowodzącym był szef sztabu XXI Korpusu generał pułkownik Hassenstein. Sztab korpusu przeniesiono do majątku ziemskiego - Rzeczyca oddalonego od Świebodzina o 6 km na wschód. Podlegała mu połowa sił 463 Dywizji na odcinku Zbąszyń - Babimost i 192 Dywizja zapasowa na linii Babimost - Kargowa - Bojadła.

Tymczasem radzieckie jednostki l Armii Pancernej gwardii generała pułkownika Michaiła Katukowa rozpoczęły, 26 stycznia, przełamywanie MRU w rejonie Trzciela. Wobec braku możliwości zajęcia miasteczka siły 11 Korpusu Pancernego obeszły je od północy i sforsowały Obrę. Następnie otrzymały rozkaz przełamania głównego pasa obrony, wyjścia na jego tyły i oczekiwania nadejścia głównych sił l Armii Pancernej i 69 Armii ogólno-wojskowej pod dowództwem generała pułkownika Władimira Kowpakczy. Zadanie z dużym rozmachem i szczęściem wykonała 44 Brygada Pancerna gwardii, która nocą z 29 na 30 stycznia przebiła się w rejonie Wysokiej i zorganizowała obronę w strefie Tursk - Małuszów - Malutków - Lędów.

Kiedy radzieckie czołówki pancerne przebijały się w rejonie Trzciela w Świebodzinie panował względny spokój. Linie kolejowe z Frankfurtu do Świebodzina i ze Świebodzina do Sulechowa funkcjonowały, przynajmniej do 28 stycznia bez większych przerw. Działała poczta, wodociągi i elektrownia. Większość ludności pozostała na miejscu, rnimo że uciekinierzy ze wschodu ostrzegali przed okrucieństwami czerwonoarmistów. Ci, którzy opuszczali miasto udawali się do Słubic i dalej na zachód. W sobotę 27 stycznia w sulechowskim starostwie powiatu odbyła się narada na temat sytuacji militarnej. Udział wzięli w niej dowódcy obozu wojskowego w Ciborzu i garnizonu sulechowskiego oraz dowódca jednostki stacjonującej w Świebodzinie pułkownik Berger, starosta Wolfgang Winkler i kierownik powiatowy NSDAP Anton Hauk.

Dopiero w poniedziałek 29 stycznia dało się wyczuć w mieście pewien niepokój. Rano kierownik NSV Münchberg poinformował A. Hauka, że w restauracji "Markischer Hof" żołnierze splądrowali znajdujące się tam miejsce zaprowiantowania. Byli przy tym zadziorni i grozili mu pobiciem. Kiedy pułkownik Berger dowiedział się o tym obiecał podjąć wobec winnych zajścia surowe środki. Jednocześnie zakomunikował A. Haukowi. że ukończono budowę umocnień wokół miasta i zamierzał zamknąć się ze swoja jednostka w Świebodzinie oraz ogłosić go twierdzą. Tymczasem kierownik NSDAP wyraził wątpliwość, czy po awanturze w restauracji można jeszcze ufać jego ludziom. Niedługo potem przybył ze sztabu w Rzeczycy, generał Hassenstein wraz z rotmistrzem hrabią von Lüttwitz. Zamierzali dotrzeć do Międzyrzecza, ale droga została po południu zajęta przez 8 Samodzielny Korpus Zmechanizowany generała majora Iwana Driemowa nacierający na kierunku Rusinów - Lubrza. Jednocześnie dowiedziano się. że dwa rosyjskie czołgi, prawdopodobnie ze zwiadu 8 Korpusu, ostrzelały dwa bunkry w pobliżu Mostek i wzięły do niewoli ocalałych członków Volkssturmu, którzy je obsadzali. Warto przy tym dodać, że nie dysponowali oni bronią przeciwpancerną.

Tymczasem od południowego wschodu, drogą z Babimostu nadciągał 12 Samodzielny Korpus Pancerny generała majora Filipa Rudkika. wchodzący w skład 69 Armii. Jego siły wspomagały północne skrzydło 33 Armii, która 29 stycznia osiągnęła drogę Świebodzin - Zielona Góra na odcinku Kalsk - Sulechów – Cigacice. Ta sytuacja groziła miastu otoczeniem. Uprzedzając tą możliwość, wieczorem, 29 stycznia A. Hauk otrzymał z urzędu wojewódzkiego we Frankfurcie rozkaz do natychmiastowej ewakuacji miasta. On wraz z siłami Wehrmachtu miał wycofać się na główną linię obrony w rejonie Mostek. Tylko nieliczni mieszkańcy pozostali i szukali odpowiednich piwnic na kryjówki. Około 9 wieczorem A. Hauk opuścił Świebodzin na jednokonnym wozie, gdyż w mieście od kilku dni nie było paliwa. Po drodze mijał, maszerujące na zachód, oddziały oraz pojedyncze grupy żołnierzy, którzy informowali go. że oni nie mają rozkazu obsadzenia umocnień koło Mostek, lecz mają zebrać się w Buczy, kilka kilometrów dalej.

W trakcie ewakuacji miasta MRU był przełamany w dwóch miejscach: w Wysokiej i w Lubrzy, 10 km na północny-zachód od Świebodzina, a 33 Armia rozpoczęła walkę o przebicie się w rejonie Ołobok - Łąkie - Skąpe - Pałck - Brzezie - Brody. Wieczorem 29 stycznia miasto opustoszało. Nieliczni mieszkańcy byli ukryci w piwnicach. Na zachód ciągnęły liczne oddziały Wehrmachtu. W dniu 30 stycznia jednostki 8 Samodzielnego Korpusu Zmechanizowanego i 11 Samodzielnego Korpusu Pancernego przystąpiły do zajmowania miasta. Tamte tragiczne dla ówczesnych mieszkańców Świebodzina chwile zawarte są w ich wspomnieniach. Oto co zapamiętał, piętnastoletni wówczas. Gerhard Stresow: "29 stycznia 1945 r. w Świebodzinie panowała śmiertelna cisza (...). Tej nocy uciekały przez miasto duże oddziały Wehrmachtu. Około 8:30 następnego dnia zauważyłem pierwszych Rosjan (...). Około godziny 10 wyleciały drzwi piwnicy. Pijany Rosjanin zgwałcił zaraz młodą panią P., która straszliwie krzyczała. Jej pięcioletni syn gorzko płakał. Na górę do mieszkania wprowadził się na kwaterę mongolski oficer (...). Nasz sąsiad, rencista Józef Detszewski znał rosyjski i zrozumiał, że mamy być rozstrzelani, pospieszył do oficera i poprosił o pomoc (...). Przy majątku Fretschera była strzelanina. Zobaczyłem zabitych - dwóch niemieckich i dwóch rosyjskich żołnierzy. Następnej nocy niebo i śnieg były czerwone od ognia, paliło się wiele domów".

W lecie 1944 r. jednostki Armii Czerwonej i Ludowego Wojska Polskiego przekroczyły linię rzeki Bug, która stanowiła już, siłą rzeczy, wschodnią granicę nowej Polski. Z tego powodu należało określić stosunki miedzy polską administracją a radzieckimi organami władzy wojskowej, które wkroczyły na terytorium "państwa suwerennego i zaprzyjaźnionego". Były one przedmiotem konsultacji Delegatury Krajowej Rady Narodowej, a od 21 lipca Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i rządu radzieckiego. Ostatecznie 26 lipca w Moskwie podpisano porozumienie.

W okresie tzw. dwuwładzy dochodziło często do incydentów między obu stronami. Dotyczyły one głównie spraw o kompetencje nad nieprzekazanymi jeszcze zakładami i magazynami żywności. Aby zapobiegać sporom radzieckie dowództwo postanowiło, że komendanci utrudniający pracę stronie polskiej będą usuwani. Do kontrolowania komend utworzono stanowisko przedstawiciela Rady Wojennej Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej przy Urzędzie Okręgowego Pełnomocnika Rządu RP. Dla północnych i środkowych powiatów Ziemi Lubuskiej przedstawiciel taki był w Poznaniu w osobie pułkownika Nosowa, a dla południowych we Wrocławiu gdzie był nim generał Ozimin.

Okres działalności komend wojennych został, w dużej części, zakończony z chwila gdy ustały potrzeby warunkujące istnienie tego typu instytucji tj. z końcem wojny. Kwestię przekazania rządowi polskiemu pełnego zakresu władzy rozstrzygnięto na konferencji w Warszawie 28 maja 1945 r. Podjęto na niej decyzję o przejęciu władzy cywilnej przez Pełnomocników Rządu RP. Były jednak przesłanki, które przemawiały za tym, aby część komendantur nadal funkcjonowała. W ich mocy pozostały szpitale wojskowe, garnizony, obiekty przemysłowe i rolnicze oraz ważne węzły komunikacyjne. Z tych przyczyn działały one do sierpnia 1945 r., a niekiedy do 1946 r. Do tych ostatnich należał Świebodzin.

Po zajęciu miasta znalazło się ono w strefie przyfrontowej. Ze względu na istnienie w mieście ważnego węzła komunikacyjnego oraz wielu placówek gospodarczych, z punktu widzenia Armii Czerwonej, należało w możliwie krótkim czasie przywrócić jego funkcjonalność. Dlatego rozkazem szefa Wydziału Komend Wojennych przy 1 FB. pułkownika Szostakowa z dnia 2 lutego, powołano w Świebodzinie radziecką komendanturę wojenną. Pracę rozpoczęła ona 7 lutego. Komendantem mianowano majora Wladimira Gaunowa, a jego zastępcami majora Pobereźnego ds. politycznych i kapitana Matwiejenkę ds. gospodarczych. Siedziba władz wojskowych mieściła się w gmachu przy skrzyżowaniu ulic Kolejowej i Stalina (obecnie Piłsudskiego).

Wraz z nią utworzono, niezależnie, delegaturę ds. pozyskania mienia po Niemcach. Po jej przejściu komenda przystąpiła do organizowania swoich struktur w terenie tworząc w okolicy miasta sieć oddziałów rejonowych. Składały się one z 2-4 podoficerów i kilku żołnierzy. Ich zadaniem było zapewnienie bezpieczeństwa, ochrona mienia oraz tworzenie tymczasowych organów administracyjnych.

Natomiast w mieście ogrodzono część ulic, zakazując wstępu cywilom. Założono w tych wyodrębnionych rejonach obóz przejściowy. Jego komendantem był major Zwierow. Obóz był podzielony na dwie strefy. W jednej przetrzymywano Niemców (rejon ul. Poznańskiej), a w drugiej (rejon ul. 30 Stycznia i Wałowa) obywateli radzieckich, Żydów i Polaków, którzy znajdowali się na robotach lub w obozach jenieckich. Ze względu na dużą liczbę więzionych Ukraińców zyskał on miano getta ukraińskiego. Był to obóz o charakterze weryfikacyjnym tzn., że sprawdzano tożsamość więźniów. Warunki bytowe były okropne. Więźniowie "mieszkali" w barakach o wymiarach 12x6x3 m. które musiały pomieścić na dwóch poziomach do 160 osób. Obowiązywał zakaz otwierania okien pod groźbą rozstrzelania, codziennie odbywały się długie apele. W obozie miały miejsce trudne do wyjaśnienia wydarzenia, które opisał lekarz obozowy dr Sievers. pochodzący z Łotwy: "W nocy słyszeliśmy straszne krzyki dobywające się z łaźni. Rano, zaprowadzono mnie tam, zobaczyłem straszny obraz, na kupie leżało 12 mężczyzn bez spodni i marynarek, ze śladami bicia (...). Żywi przemieszani byli z umarłymi i dogorywającymi. Kiedy się zbliżyliśmy zasłaniali się ledwo mówiąc "nein, nein, nein". Sytuacje takie powtarzały się. Bywało, że niektórzy wisieli na rurach". Zmarłych grzebano w pobliskim stawie, który był źródłem wody dla obozu. Ciężkie warunki życia, choroby, terror oraz beznadziejna sytuacja prowadziły często do samobójstw. Śmiertelność w obozie wynosiła około 20 osób dziennie. W początkach marca w obozie przebywało około 5 tyś. więźniów, których stopniowo zaczęto wywozić w głąb Rosji. Jednym transportem zabierano około 1000 osób, w tym i ciężko chorych. Z tego względu śmiertelność wśród więźniów wynosiła około 300 osób. Wywozem, który trwał do końca maja, objęto 12-14 tyś. ludzi. Obóz funkcjonował jeszcze w pierwszych miesiącach 1946 r.

Blisko 2 miesiące Armia Czerwona była jedyną władza w mieście. Dopiero 27 marca major W. Gaunow wysłał do Poznania swego pełnomocnika, którego zadaniem było sprowadzenie z Komitetu Wojewódzkiego PPR grupy działaczy z wytycznymi do stworzenia zalążku polskiej administracji. Grupę 105 osób przewieziono 5 ciężarówkami od komendanta pod dowództwem polskiego podporucznika 28 marca. Gdy u majora W. Gaunowa dokonywał się formalny już podział stanowisk, pod budynkiem doszło do tragicznego zajścia. Polska mowa wywoływała zaciekawienie wśród żołnierzy radzieckich. Jeden z nich, major w skórzanej kurtce, podszedł do Polaków i zaczął oglądać ich ręce. Po chwili zaczął krzyczeć na nich, że są kapitalistami, polskimi panami, inteligentami oraz dekownikami. Oczywiście pomyłka była ewidentna. Po czym wyciągnął pistolet i przyłożył do piersi najbliższego stojącego. Był nim 23-letni chłopak pochodzący z Wągrowca, który tydzień wcześniej się ożenił - Józef Diament. Po krótkim wahaniu major wystrzelił, chłopak chwycił się za pierś, zrobił kilka kroków i upadł. Wystraszeni Polacy rozbiegli się. Majora zaraz ujęto. Józef Diament zmarł 2 godziny później w szpitalu wojskowym.

Wydarzenie to wytrąciło z równowagi wielu działaczy, z których część zrezygnowała z dalszego pobytu w Świebodzinie i powróciła do domów. Pozostali zajęli Się organizowaniem życia w mieście.

Kompetencjom władz polskich nie podlegało bezpieczeństwo, sądownictwo, poczta, przemysł oraz kolejnictwo. Dyskusji nie podlegał fakt, że działalność strony polskiej musiała przebiegać w ścisłym porozumieniu z radziecką władzą wojskową.

W pierwszej kolejności administracja polska starała się rozwiązać problemy aprowizacyjne. Zadanie to było o tyle trudne, że należało reaktywować rolnictwo, które stymulowałoby rozwój handlu i rzemiosła. Tymczasem strona radziecka dysponowała 98% bydła oraz większością majątków ziemskich. W tej sytuacji wszystko zależało od zręcznego podejścia i układów z komendantem, u którego "co pewien czas odbywały się zebrania, na których omawiano i regulowano wszelkie sprawy związane z przeprowadzeniem zasiewów" i nie tylko. Oto 5 lipca na zebranie w Zarządzie Miasta, z jednogodzinnym opóźnieniem, przybył starosta Roman Tylkowski, który oświadczył, że wraca od komendanta i podał do wiadomości rzeczy uzyskane u niego. Były to: samochód (reprezentacyjna limuzyna), krowa, baran, świnia, 2 worki maki pszennej, 50 kg cukru, 50 litrów spirytusu, a nawet papierosy.

Jednak nie wszystkie problemy rozwiązywano tak łatwo. Akcja żniwna, mimo technicznej pomocy Armii Czerwonej, nie przyniosła oczekiwanych plonów, w tej sytuacji Komisarz Ziemski inż. K. Rybarkiewicz zwrócił się, w piśmie z 21 sierpnia, do komendanta z prośbą aby odstąpiono, według uznania, kilka pól, z których strona polska mogłaby dodatkowo zebrać zboże, gdyż liczba mieszkańców Świebodzina rośnie, a zboża jest wciąż mało. Komendant W. Gaunow pozostawił tę prośbę bez odpowiedzi. Z kolei we wrześniu pełnomocnik ds. akcji siewnej w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu, inż. Witold Maring, nakazał staroście utworzenie "Funduszu Siewnego". Na ten cel miał otrzymać zboże od Armii Czerwonej w stosunku 180 kg z hektara. Tymczasem referent rolny Jan Jakubowski odpisał mu, że 19 września był u miejscowego komendanta, lecz odmówiono mu zboża tłumacząc, że Armia Czerwona i tak już dała dużo zboża (zebrane z 6100 hektarów oziminy i 2020 hektarów jarych). Tymczasem "polskie żniwa" objęły odpowiednio 6000 i 3000 hektarów, z których należało wyżywić ludzi, zwierzęta oraz odstawić kontyngent i odłożyć na następny zasiew. Innym problemem była sprawa ziemniaków. Otóż na zebraniu w Zarządzie Miasta wójtów i sołtysów 19 września, zabroniono wykopywania ziemniaków, gdyż jak zapewniał kapitan Matwiejenko, były sadzone przez Armię Czerwoną i tylko ona miała prawo do ich zbioru. Polacy protestowali tłumacząc, że część pól obsadzili sami. Tymczasem radziecki oficer spokojnie oświadczył, że "będzie ustalać się prawdziwość tych doniesień i wydawać odpowiednie pozwolenia". Jednak nie zawsze strona polska był na straconej pozycji. Podczas posiedzenia 6 stycznia 1946 r. Miejskiej Rady Narodowej podjęto kwestie nie opłaconych przez komendę rachunków za używanie wody z Miejskich Zakładów Wodociągowych, którą wykorzystywały też radzieckie szpitale i getto ukraińskie. Burmistrz Stanisław Błaszak postanowił, że MZW miały wystawić komendzie rachunek i przez Starostwo przesłać go do Wydziału Interwencji, przy Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu, na ręce pułkownika Nosowa. Na temat epilogu zdarzenia brak jest niestety dokumentów.

Obok aprowizacji istotną sprawą było uruchomienie w Świebodzinie obiektów przemysłowych i komunalnych, które oprócz produktów zapewniałyby miejsca pracy dla rosnącej liczby mieszkańców miasta. Jednak kluczowe obiekty służyły Armii Czerwonej, przez co początkowo w mieście rozwinął się tylko drobny handel i rzemiosło. Liczba zajętych obiektów była wysoka (zajmowano 43 obiekty). Ponadto zajmowano szpital św. Józefa przy ulicy Zamkowej 1, koszary przy ulicy Miłej oraz 4 z 5 szkół.

W sierpniu rozpoczęło się przekazywanie polskiej administracji obiektów zarządzanych przez wojsko radzieckie, w dokumentach archiwalnych zachowało się 20 aktów z ich przekazania. W następnym miesiącu Armia Czerwona przekazała początkowo 711 sztuk różnego sprzętu rolniczego.

Radzieckie władze wojskowe brały również udział w przygotowaniach i obchodach uroczystości państwowych l Maja, 3 Maja oraz dożynkach.

Wraz z zakończeniem wojny, okrzepnięciem administracji polskiej oraz normalizacją życia społecznego kompetencje radzieckiej władzy wojskowej przechodziły stopniowo w polskie ręce. W tym okresie rozwiązano większość komendantur na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Jednak w niektórych miastach działały one dalej, tak jak np. w Świebodzinie aż do 21 maja 1946 r.

W tym dniu odbyło się spotkanie miejscowych czynników politycznych z radzieckimi oficerami, na którym oficjalnie rozwiązano komendę wojenną, a majorowi Gaunowowi wręczono list dziękczynny za okazaną pomoc. Tym samym zakończono okres dwuwładzy na Ziemi Świebodzińskiej.

Działalność radzieckich komend wojennych można rozpatrywać dwojako. Z jednej strony jej posunięcia pozwoliły na stworzenie i okrzepnięcie polskiej władzy oraz umożliwiły wszczęcie procesów polonizacji i repolonizacji Ziem Zachodnich i Północnych zapewniając bezpieczeństwo i przekazując stopniowo zarząd nad gospodarką. Choć nie zawsze intencje obu stron były podobne to starano się nie doprowadzać, w miarę możliwości, do zadrażnień w obustronnych stosunkach. Z drugiej strony nie można zapomnieć, że Armia Czerwona zarządzała Ziemiami Zachodnimi i Północnymi jako terytorium wroga. Stąd jej działania miały często charakter łupieżczy i odwetowy w stosunku do wszystkiego co nosiło znamię niemieckości. Takie postępowanie tłumaczono z reguły, mniej lub bardziej słusznie, chęcią zadośćuczynienia za okupację ZSRR.

Waldemar Wachowski
Materiały archiwalne pochodzą z zasobów Muzeum Regionalnego w Świebodzinie


komentarz[0] |

© 2001-2012 by Robert Ziach C&Co. A.G.™ ® 2012 by Schwiebus.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.

0.022 | powered by jPORTAL 2