www.schwiebus.pl

:: Pierwsze, szkolne lata w wiebodzinie
Artyku dodany przez: schwiebu (2005-11-20 21:57:52)



Pierwsze, szkolne lata w wiebodzinie

Okolice Najblisze
Wydanie nr 01(74) 2003

Jak wygldao ycie w wiebodzinie w roku 1945? Na to pytanie trudno jest odpowiedzie dokadnie. Upywajcy czas zaciera pami i lady. Jak ju wspomniaam w poprzednim tekcie, ludzie przez pierwsze miesice swojej pracy zawodowej nie otrzymywali nalenej im pensji, a przecie trzeba byo z czego y. Dlatego, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, zacz rozwija si handel. Kupowanie potrzebnych do ycia artykuw odbywao si przewanie na zasadzie wymiany towarowej. Handel ten odbywa si na Placu Browarnianym gdzie mona byo wszystko wymieni. Najbardziej wartociowym towarem by bimber, za ktry mona byo prawie wszystko kupi (szczeglnie u onierzy Armii Czerwonej).

W miecie byo duo wojska sowieckiego. Zajmowali oni najwaniejsze obiekty, takie jak szkoy, obecny Dom Dziecka, szpital i inne wiksze budowle. Wieczorami chodzenie po nieowietlonych ulicach byo bardzo nieprzyjemne i niebezpieczne. Stao si to problemem jeszcze wikszym, kiedy jesieni wczenie robio si ciemno. Mimo tych niedogodnoci miasto coraz bardziej si zaludniao, przewanie mieszkacami z Kresw. Zaczy powstawa nowe urzdy, zakady pracy.

Nauka w jedynej w 1945 roku w wiebodzinie szkole Nr 1 rozpocza si nie 1 wrzenia, lecz z przeszo miesicznym opnieniem. Do poudnia uczyli si uczniowie klas podstawowych, a po poudniu gimnazjum i liceum. O ile klasy gimnazjalne byy przewanie podwjne ze wzgldu na dua ilo uczniw (po 40 w klasie), to klasa licealna (o ile pamitam bya tylko pierwsza) liczya nie wicej ni 15 uczniw. Z kadym miesicem uczniw przybywao w miar docierania do wiebodzina nowych transportw z Kresw. Przyjedali rwnie z Niemiec ludzie wywiezieni tam na roboty przymusowe. W poszczeglnych klasach, a zwaszcza w starszych rocznikach rozpito wieku uczniw bya bardzo dua. Czasami dochodzia do 4-5 lat z powodu nieuczszczania przez okres wojny do adnej szkoy, albo i wicej w przypadkach, gdy uczniowie na skutek przerwy w nauce po prostu zapomnieli czego si nauczyli. Pokolenia wojenne doskonale wiedz, w jaki sposb dzieci i modzie pobieray nauk. Nie we wszystkich rejonach byy polskie szkoy. Bardzo czsto nauka odbywaa si w szkoach rosyjskich, litewskich lub biaoruskich z wykluczeniem nauki jzyka polskiego. Uczono si czsto na tzw. tajnych kompletach, ale rwnie czsto modzie w ogle si nie uczya. W zwizku z tym poziom wiedzy by bardzo rny, a nauczyciele organizowali dodatkowe zajcia pozalekcyjne, ktre umoliwiay nadrobienie straconych lat nauki.

Ja rwnolegle z klas sidm, ktra odpowiadaa programowi pierwszej klasy gimnazjalnej, przerabiaam z grup koleanek i kolegw program drugiej klasy gimnazjum, eby w roku szkolnym 1946/47 zdawa do trzeciej klasy. Z tego powodu wracaam do domu bardzo pno.

Tym razem mieszkanie na ulicy Za Grobl miao swj plus, poniewa z dwch ssiadujcych z naszym domw, z popoudniowej nauki wracao a pi osb, w tym trzech chopcw. Nie mog w tym momencie nie podkreli, ze byli to naprawd bardzo dzielni chopcy, przyzwyczajeni przez okres wojny do stawiania czoa rnym zagroeniom, a w stosunku do koleanek bardzo szarmanccy i opiekuczy. Tak wic w ich towarzystwie czuymy si bardzo bezpieczne. A e byo naprawd niebezpiecznie, potwierdza zdarzenie z 19 grudnia 1945 r., kiedy to o godz. 20:00 na ul. Poznaskiej zosta zastrzelony przez sowieckiego onierza ojciec naszego gimnazjalnego kolegi Tadzika Rutkowskiego. Nadrabiajc zalegoci, wakacje 1946 roku spdzaam przewanie w szkole gdzie koczylimy przerabia program drugiej klasy gimnazjum. W sierpniu 1946 r. zdaam egzamin do klasy trzeciej, ju we wasnym budynku Gimnazjum i Liceum w parku Chopina. Budynek zosta przekazany przez wojsko radzieckie w bardzo zym stanie. By wrcz zdewastowany. Przy remoncie szkoy i porzdkach ju od wakacji pracowali wszyscy: modzie szkolna, rodzice i nauczyciele.

Szkoa miaa w swojej dyspozycji pole uprawne w majtku Rusinw, gdzie uczniowie ze swoimi wychowawcami uczestniczyli we wszystkich pracach polowych. Mielimy tam rwnie swoje zwierzta: konia i krow. Artykuy, ktre uzyskiwano (ziemniaki, mleko i troch warzyw) wykorzystywano w stowce szkolnej, w ktrej z bezpatnego wyywienia korzystay sieroty i psieroty. Dyrektor Witold arnowski (uczy mnie chemii) by nie tylko bardzo dobrym pedagogiem, ale rwnie wietnym organizatorem. Potrafi swoim ogromnym zaangaowaniem zmobilizowa nie tylko uczniw, ale te rodzicw do prac spoecznych przy remoncie, rozbudowie i wyposaeniu szkoy. Modzie organizowaa zbirki ksiek do biblioteki szkolnej. Pamitam, e byy tzw. trjki lub dwjki, ktre miay przydzielone poszczeglne dzielnice. Chodzc od domu do domu zbieralimy wszystkie moliwe ksiki, a take pomoce naukowe. No og mieszkacy chtnie oddawali, czsto nawet bardzo wartociowe ksiki. Z tych darowizn spoeczestwa wiebodziskiego powstawaa coraz to bogatsza biblioteka szkolna, bdc rwnoczenie pierwsz, polsk bibliotek w wiebodzinie.

W szkole nie byo auli, a sala gimnastyczna znajdowaa si w opakanym stanie. Apele odbyway si na korytarzach, a przy dobrej pogodzie przed szko. Mimo tak trudnych warunkw - psujce si czsto centralne ogrzewanie, brak opau, prymitywne sanitariaty, brak sal lekcyjnych i wiele, wiele innych - w szkole rozwijao si bogate ycie kulturalne. W roku szkolnym 1946/47 powsta zesp teatralny, ktrym kierowaa pani Malinowska, a pierwsz sztuk bya „Balladyna" Juliusza Sowackiego. W nastpnej, a bya ni „Zemsta" A. Fredry, wystawionej kilkakrotnie w Sali Teatralnej (obecnie Dom Kultury) wystpowali w rwnorzdnych rolach uczniowie starszych klas i nauczyciele. Odbyway si take wieczorki taneczne, uroczystoci andrzejkowe i mikoajkowe.

Prawie od pierwszych dni dziaa chr zaoony przez p. Jazajtisa, a pniej prowadzony przez p. Adama Gislera. Wracajc jeszcze do ogrzewania w szkole, pamitam zwizane z tym przykre zdarzenie. Centralne ogrzewanie nie tylko czsto si psuo, ale jeszcze czciej po prostu nie byo czym pali. Dlatego chopcy ze starszych klas jedzili do lasu i za zgod nadlenictwa przygotowywali drewno opaowe, ktre potem przywoono do szkoy. W czasie jednej z takich wypraw p. Mojcewiczowi, nauczycielowi od Przysposobienia Obronnego spadajca koda drzewa zamaa nog. Dugo potem kusztyka w gipsie. Nie pamitam czy byy wtedy zwolnienia lekarskie.

Naleaam do ostatniego rocznika systemu nauczania przedwojennego tzn. po IV klasie gimnazjum obowizywaa maa matura, a po dwch latach liceum zdawao si du matur. Po maej maturze mona byo wybiera inne licea, typu technicznego, rolniczego czy te innych specjalnoci. Przez kolejne lata szkoa przeywaa jeszcze wiele reform, z roku na rok stawaa si tez coraz lepiej wyposaona, wygodna i estetyczna.

Nie sposb jest nie wspomnie o tym, ze w lutym 1946 r. (przed pamitnym referendum) szkoa gocia Stanisawa Mikoajczyka, ktry przemawia na zorganizowanym w soli gimnastycznej wielkim wiecu mieszkacw wiebodzina. Z kolei na pocztku 1947 r. odbya si dla starszych klas pierwsza lekcja o demokracji. Pani Malinowska (uczya historii) wyjaniaa nam, ze sowo demokracja pochodzi z jzyka greckiego, od sw demos- lud i kraten - rzdzi. Nie byoby w tym nic niezwykego - normalna lekcja historii, gdyby nie to, e odbya si ona poza planem lekcji, a uczestniczy w niej nie zbierajc gosu, lecz uwanie suchajc z powan min jaki osobnik wygldajcy wyranie na „pcywila". Nasza lubiana i szanowana przez wszystkich „ciocia" Malinowska bya wyranie zdenerwowana. Chyba na rok 1947 przypada rwnie reorganizacja harcerstwa, oznaczajca pocztek koca tej wspaniaej, poytecznej i niezastpionej w rodowisku modzieowym organizacji.

Przechodzc przez park Chopina patrz no okna mojej dawnej klasy i z tsknot wracam myl do spdzonych w szkole lat. Nam, pierwszym uczniom, nawet si nie nio, e postp i modernizacja klas i gabinetw osignie toki standard, jaki ma obecna modzie. Kusi mnie jednak porwnanie i nasuwa pytanie, czy nasza obecna modzie postawiona w sytuacji, w jakiej moje pokolenie znalazo si po przyjedzie do wiebodzina, potrafiaby zdoby si na wysiek nadrobienia olbrzymich zalegoci w nauce spowodowanych przez wojn i tak jak my ocali od zagady nosze wartoci narodowe?

W „mojej" szkole uczyo si i zdao matur troje moich dzieci. Wracaj czsto do wiebodzina i ciesz si, e ich miasto jest coraz pikniejsze i wygodniej w nim y. Urodzili si tutaj na Ziemi Lubuskiej, i mimo e od wielu lat dwoje z nich mieszka w innych rejonach Polski czuj si Lubuszanami. Tak jak ja Podole uwaam za swoj ma Ojczyzn, oni czuj taki sam sentyment do wiebodzina. Tylko... jako matka widz, czuj i wiem jeszcze co innego. Oni maj wiadomo, e krew, ktra w nich pulsuje pochodzi od ich Przodkw z tamtej maej Ojczyzny. A to znaczy, e zapltani ju modymi gaziami w spoeczestwie wiebodziskim - korzeniami rodowymi bd zawsze wronici w pikn ziemi podolsk.

Helena Irek



adres tego artykuu: www.schwiebus.pl/articles.php?id=120