[Schwiebus.pl - ¦wiebodzin na starych kartach pocztowych, stare pocztówki, widokówki, kartki pocztowe]
Google
szukaj:
Home > Dzieñ za Dniem  

2005-09-13 23:15
Temat postu: Fikcyjne informatory
ciachu


forum admin
postw: 823

Dzieñ za Dniem
Wydanie 32 [195] z dnia 17 sierpnia 2005

¦wiebodzin zaprasza, czyli jak zamydliæ oczy turystom
Fikcyjne informatory

Niedawno ukaza³y siê nowe przewodniki turystyczne po Ziemi ¦wiebodziñskiej. Piêknie, profesjonalnie opracowane wydawnictwa urzekaj± szat± graficzn± i jêzykiem. Ich tre¶æ jak magnez przyci±ga tych wszystkich, którzy pragn± uton±æ w urokach tej Ziemi. I nic dziwnego. Zdjêcia zdobi±ce foldery zapieraj± dech w piersiach, a to czego siê dowiadujemy na temat regionu, napawa optymizmem.

Czy jednak wiernie oddaj± rzeczywisto¶æ? Co tak naprawdê czeka tutaj turystów? Czy nie rozczaruj± siê porównuj±c foldery z rzeczywisto¶ci±? Niestety, fakt jest taki, ¿e bardziej dbamy o reklamê ni¿ o towar. W przewodnikach mo¿na zobaczyæ obiekty i miejsca ukazane w chwilach swej ¶wietno¶ci lub z perspektywy tuszuj±cej ich prawdziwe oblicze. Promuje siê wydarzenia, których iskra dawno zgas³a. Podej¶cie takie nie na d³ugo siê zda. Aby tego dowie¶æ wyruszy³em na ma³± wycieczkê ze znajomym z "du¿ego miasta" o turystycznej renomie.



Dojazd do miasta

Na pocz±tek podda³em naszego turystê ma³ej próbie. Umówi³em siê z nim na jednym z osiedli, chc±c wiedzieæ, czy bez problemu dojedzie samochodem. Niestety, biedak siê pogubi³. Na rogatkach trudno o drogowskazy, które by informowa³y, dok±d prowadz± zjazdy z obwodnicy, a warto by takie umie¶ciæ, choæby z nazwami osiedli. W samym mie¶cie s± tabliczki z informacj± o instytucjach i urzêdach. Có¿ stoi na przeszkodzie, by umie¶ciæ kilka dodatkowych? No tak, pieni±dze... Fakt ten nie umkn±³ uwadze turysty, który wyperswadowa³ mi to. W pierwszej chwili chcia³em powiedzieæ mu, ¿e jak siê nie podoba, to na drugi raz ma przyjechaæ poci±giem, szybko jednak ugryz³em siê w jêzyk. Ciekawe, jakby zareagowa³, gdyby powita³a go nasza per³a - Dworzec PKP?



Punkt Informacji Turystycznej

To czysta fikcja. Odwiedza³em go czterokrotnie w lipcu. Za ka¿dym razem nie by³o nikogo kompetentnego. Teraz jest tak samo. Na dodatek nie ma tak¿e nikogo w recepcji hotelowej. A¿ kusi, ¿eby poczêstowaæ siê roz³o¿onymi przewodnikami. Karteczki z cenami wskazuj± jednak, ¿e nie s± to publikacje bezp³atne. Cierpliwie wiêc czekamy. Gdy zjawia siê recepcjonistka dowiadujemy siê, ¿e w punkcie nie ma nikogo. Pytamy, czy mo¿na wzi±æ bezp³atne ulotki, na co pani beznamiêtnie kiwa g³ow±. Wybieramy kilka i w drogê.

Wertujemy pierwszy z informatorów. Rzetelnie opracowany "Bezp³atny Lubuski Bedeker". Informator o us³ugach turystycznych, imprezach i kulinarnych zak±tkach regionu. Sprawdzamy telefonicznie jedn± z ofert. Niestety, okazuje siê, ¿e nie ma takiego numeru. Próbujemy czego¶ innego. Tym razem numer jest dobry, ale oferta jest nieaktualna od roku! Nic nie rozumiemy. Dopiero przegl±daj±c kalendarium imprez dociera do nas, ¿e informator jest z po³owy 2003 roku. Broszurka l±duje w koszu na ¶mieci. Wstyd. A¿ bojê siê siêgaæ po nastêpn±.



Ratusz, Plac Jana Paw³a II i okolica

Postanawiamy ustaliæ plan zwiedzania miasta. Najlepiej zrobiæ to przy kufelku czego¶ zimnego z beczki. Wybieramy jeden z ogródków wokó³ Ratusza. Jeszcze przed zamówieniem postanawiamy zmieniæ miejsce. Klasyczna ³acina podwórkowa rozbawionej m³odzie¿y spo¿ywaj±cej piwo przy s±siednim stoliku, raczej nie wygl±daj±cej na takich, co skoñczy³a osiemna¶cie lat, a¿ rozsadza uszy. Gdyby dodaæ do tego grupê dzieci dewastuj±cych rozstawion± z okazji Dzieciêcego Festiwalu Folkloru estradê, bez trudu mo¿na zrozumieæ nasz± decyzjê. Przechodzimy do pubu naprzeciwko. Zamawiamy dwa markowe napoje i tutaj pierwszy u¶miech na twarzy. Trunki s± prawie o po³owê tañsze ni¿ na Starówce owego "du¿ego miasta", choæ wolê nie dociekaæ dlaczego. Czar jednak pryska bardzo szybko. W przeci±gu pó³ godziny podje¿d¿a tutaj szesna¶cie aut dostawczych i osobowych, ha³asuj±cych i kopc±cych pod samym nosem tak skutecznie, ¿e odechciewa siê konsumpcji. Jedna furgonetka zaparkowa³a tu¿ ko³o ogrodzenia zas³aniaj±c ca³± perspektywê "deptaka". Pytamy kierowcê, czy ma pozwolenie na wjazd, gdy¿ uliczkê, któr± siê tu dosta³ strze¿e znak zakazu. Ten beznamiêtnie wzdryga ramionami i obraca siê na piêcie.

Na drugi raz kupimy po piwku w markecie i wypijemy gdzie¶ na murku. Tylko, ¿e wtedy na pewno zaraz zjawi± siê s³u¿by porz±dkowe, których brak w innych miejscach.

Przechadzka po samym placu i okolicznych uliczkach te¿ nie nale¿y do wyj±tkowych atrakcji. Plac jest brudny, walaj± siê ró¿nej ma¶ci ¶mieci i psie odchody. Widok samego Ratusza te¿ nie nale¿y do najciekawszych. Bêd±c w tej okolicy postanawiamy odwiedziæ "Antykwariat w Baszcie". Szybko ¿a³ujê tego kroku. W przewodniku baszta sfotografowana jest od przodu i wygl±da okazale. Jej ty³y przyprawiaj± o dreszcze. Obskurne, ³atane mury z w±tpliwej tre¶ci napisami dope³niaj± dzie³a.



¦mietnisko w centrum miasta

Schodzimy G³ogowsk± w stronê WBK-u. Za ksiêgarni± skrêcamy do Parku Chopina. Mijamy wyj±tkowo "atrakcyjn±" budê a`la kurczak z ro¿na i dostajemy po oczach piêknym ¶mietniskiem za "Arend±". W³a¶ciwie to nie musimy patrzeæ. Smród z przesypuj±cych siê kontenerów dzia³a skutecznie, a ja mam ochotê zapa¶æ siê pod ziemiê. Na szczê¶cie, cieñ drzew w parku zachêca do tego, by posiedzieæ chwilê na ³awce. Konia z rzêdem jednak temu, kto znajdzie ³awkê, na której mo¿na posiedzieæ. Nie licz±c tych zniszczonych, reszta tak brudna, ¿e nie ma szans na odpoczynek.

W sercu parku pomnik. Chocia¿ ten zadbany. Nie potrafimy jednak zrozumieæ zwi±zku tego pomnika z nazw± samego parku. Nale¿a³o by siê spodziewaæ, w miejscu nazwanym od imienia wielkiego kompozytora, czego¶, co ma z nim zwi±zek.



LORO i straszyd³o

Bêd±c w tej okolicy nie sposób nie zwiedziæ zamku ¶wiebodziñskiego z czternastowieczn± tradycj±. Po Joannitach trudno jednak tu szukaæ dzisiaj ¶ladów. A po von Knobelsdorffach pozosta³a jedynie tablica z herbem na zniszczonej ¶cianie budynku. Na widok ruin chce siê krzyczeæ. Trudno poj±æ jak w turystycznym mie¶cie mo¿na dopu¶ciæ do czego¶ takiego! W "du¿ym mie¶cie" dba siê o ka¿de zabytkowe miejsce i przywraca siê pierwotny wygl±d, nawet najbardziej zapomnianym miejscom, tworz±c z nich atrakcje turystyczne. I bynajmniej problem nie tkwi w braku pieniêdzy, ale w zdrowym, logicznym podej¶ciu do tematu. Po prostu wygodniej jest t³umaczyæ siê, ni¿ wzi±æ siê do pracy. Tymczasem kolejne ¼ród³o potencjalnego dochodu niszczeje chyba bezpowrotnie. Mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e kto¶ czeka, a¿ z tej czê¶ci zostan± ruiny, które trzeba bêdzie rozebraæ, a teren sprzedaæ za grosze bogatemu inwestorowi.



Zamecko i droga na cmentarz

W jednym z przewodników w zachêcaj±cy sposób pokazano "zbiornik wodny" z piêkn± fontann±. Uparty turysta chce zobaczyæ to miejsce, a ja g³ówkujê, jak wyt³umaczyæ, ¿e jest to by³y osadnik ¶cieków, a nie atrakcja turystyczna, nie mówi±c, ¿e nie mo¿na siê tam k±paæ, tylko kilku zdesperowanych wêdkarzy korzysta z niego, a w ogóle to nie ma tam jak doj¶æ, pomijaj±c dzikie ¶cie¿ki wydeptane przez tych ostatnich.

Na szczê¶cie, o trasie wycieczki decyduje czas. Idziemy na cmentarz komunalny. Wybieramy tak± drogê, która pozwoli nam zobaczyæ jeszcze kawa³ek miasta. Kierujemy siê Szpitaln± w stronê Okrê¿nej, gdzie mo¿emy zobaczyæ fragmenty murów miejskich. Po drodze odwiedzamy Lubuski Klub Przyrodników z wystaw± owadów, cofamy siê, by zobaczyæ piêtnastowieczny gotycki ko¶ció³ Micha³a Archanio³a, obok parkingu przy Bramkowej ogl±damy stare mury i wchodzimy w M³yñsk±. U jej zbiegu z ¯ymierskiego rzut oka na ciekawy budynek, oznaczony na planie miasta jako Dom Modlitwy ¦wiadków Jehowy, dalej zahaczamy o auto komis i Hotel "Sen".

Docieramy w koñcu na cmentarz. Tam uwagê przyci±gaj± poniemieckie grobowce. W³a¶ciwie to, co po nich zosta³o. Nasz turysta tylko krêci g³ow±, a i mnie nie chce siê nic mówiæ, widz±c ¶wiadectwo ludzkiej g³upoty i pazerno¶ci.



Wie¿a Bismarcka i solenna obietnica

Pech chcia³, ¿e na planie zaznaczono po³o¿on± powy¿ej osiedla Widok Wie¿ê Bismarcka, któr± to turysta chcia³ koniecznie zobaczyæ. Aby urozmaiciæ drogê wybra³em trasê przez ¯aków i polem w stronê wie¿y. To, co zobaczyli¶my, przesz³o wszelkie wyobra¿enie. Z wra¿enia usiedli¶my pod drzewem. Nie wiedzia³em, czy ¶miaæ siê, czy p³akaæ. Sama wie¿a przyozdobiona idiotycznymi napisami, a teren dooko³a to jedno ¶mietnisko, gruzowisko i sk³ad wszelkich rzeczy niepotrzebnych. Porozstawiane beczki z niewiadom± zawarto¶ci±, sterty cegie³, gruzu, z³omu, starych maszyn budowlanych i okien z rozbiórki, tworz± niesamowity widok. Powoli szok przeradza siê we w¶ciek³o¶æ. S³owa nie oddaj± rzeczywisto¶ci, to trzeba zobaczyæ. Obiecujê sobie, ¿e nie spocznê dopóty, dopóki nie wyja¶niê tego stanu rzeczy, a do tematu powrócê w osobnym materiale.

Odechciewa siê nam zwiedzania. Mój turysta wraca do siebie zapewniaj±c, ¿e tak szybko do ¦wiebodzina nie przyjedzie; chyba, ¿e w interesach, a dzieñ spêdzony w mie¶cie uwa¿a za stracony. A co na to Panowie W³odarze? Mo¿e jeszcze jeden przewodnik dla mydlenia oczu?

Artur Judkowiak

--
C
U
S



emotikonki














Adresy stron internetowych jak i adresy e-mail zostan automatycznie zamienione na linki. Dodatkowo moesz uywa kilku znacznikw:
[b]...[/b] - pogrubienie
[i]...[/i] - pochylenie
[u]...[/u] - podkrelenie
[url]...[/url] - link
[cytat]...[/cytat]
[code]...[/code] - kod, np. HTML

dokadny opis
imi
e-mail
tytu
tre
wpisz imi nieyjcego polskiego prezydenta:

 

Logowanie
Login haso Nie masz jeszcze konta? Moesz sobie zaoy!

© 2001-2012 by Robert Ziach C&Co. A.G.™ ® 2012 by Schwiebus.pl
Wszelkie prawa zastrzeone.

0.015 | powered by jPORTAL 2